|
czwartek, 13 maja 2010
Jowisz też miewa kryzysy :)
![]() W Gazecie Wyborczej ukazała się dziś zabawna informacja o Jowiszu: Do tej pory zdjęcia powierzchni Jowisza pokazywały dwa ciemne pasy w pobliżu równika planety - jeden na półkuli północnej, drugi na południowej. Jednak najnowsze fotografie, wykonane na początku maja, pokazują, iż Jowisz gdzieś "zgubił" swój południowy pasek. Na koniunkcji z Uranem nawet Jowiszowi zdarza się coś niespodziewanie zgubić, więc my zwykli śmiertelnicy nie powinniśmy się zanadto martwić. Kwiecień był ciężkim miesiącem, maj również nie należy do najłatwiejszych. Merkury dopiero wczoraj wyszedł z retrogradacji, która paskudnie utrudniała życie w pracy. Saturn cofa się w znaku Panny, więc na wierzch wychodzą znów stare problemy i sprawy, które nie zostały porządnie do jesieni zeszłego roku załatwione, a tylko sprzątnięte metodą zamiatania pod dywan. Jego opozycja z Uranem w Rybach wprowadza nerwową atmosferę, wzmaga skłonność do pochopnych decyzji, nagłych rozstań i podejmowania się ryzykownych zadań i przedsięwzięć. A Jowisz, w koniunkcji z Uranem, jeszcze powiększa efekty specjalne tego układu - wszyscy marzą o wielkiej życiowej wygranej, a tu lipa. Na szczęście zbliża się czerwiec - pod koniec maja Saturn wchodzi w ruch prosty, a potem tuż po sobie do znaku Barana wchodzą Uran (jeszcze w maju) i Jowisz (już w czerwcu). Zapowiada się, że świat nabierze przyspieszenia - ludzie odkleją się od komputerów i zauważą, że życie nie sprowadza się do Facebooka i Naszej Klasy. Rzeczywistość wirtualna zejdzie na drugi plan. Nareszcie! Choć nie wszystkich to będzie cieszyć - świat przestanie się patyczkować, przeznaczenie weźmie się ostro do roboty, będą spadać cegłówki na głowy tych, którym na Rybach jakoś zawsze udało się wyślizgnąć od odpowiedzialności i kary. A w lipcu Saturn ostatecznie wejdzie w znak Wagi. Już teraz zapowiada się wielka fala udanych ślubów. Rozwodów także - Saturn w Wadze bezlitośnie rozliczy związki zawierane byle jak i byle po co, nie tylko miłosne, ale też biznesowe. W każdym razie, jak zawsze tuż przed ingresem, w powietrzu wisi histeria - nawet Jowisz gubi paski! Zjawisko trzeba przeczekać, a jeszcze lepiej - zdać się na intuicję i spróbować popłynąć na fali, póki jeszcze i Uran, i Jowisz są w Rybach. Wszak gubi się coś przede wszystkim po to, aby kto inny mógł to znaleźć. A jak pisze mój ulubiony Pratchett: "Aby doświadczyć szczęśliwej odmiany losu w ostatniej chwili, trzeba swój los doprowadzić do ostatniej chwili". Końcówka pobytu Jowisza i Urana w Rybach, a Saturna w Pannie zaowocuje z pewnością niejedną niespodzianką.
wtorek, 20 kwietnia 2010
John Frawley, Rzeczywista astrologia
![]() Ubolewałam już nieraz nad ubóstwem polskiego rynku książki astrologicznej, na którym każda pozycja za poziomie cokolwiek wyższym niż absolutne podstawy jest dużym wydarzeniem, szczególnie jeśli jest to tłumaczenie znanego zagranicznego autora. Dlatego natychmiast po ukazaniu się w Polsce książki Johna Frawleya, zwolennika astrologii tradycyjnej, udałam się do księgarni. “The Real Astrology”, polski tytuł “Rzeczywista astrologia”, ukazała się nakładem Wydawnictwa KOS. ![]() Już sama okładka wzbudziła we mnie pewien niepokój zapewnieniem, że autor w niniejszej pracy rozprawia się bezlitośnie z "rozmydloną i zniekształconą" współczesną astrologią. No nic - pomyślałam - okładka nie świadczy o książce, gdyż wydawcy potrafią na niej wypisywać, co im ślina na język przyniesie, w nadziei, że zwiększy to sprzedaż książki. Niestety - tym razem złe przeczucia okazały się słuszne. Co najmniej pół książki Frawleya to wywody na temat tego, jak autor wyobraża sobie astrologię współczesną i dlaczego jest ona do niczego,w przeciwieństwie do astrologii, tradycyjnej, którą zajmuje się on sam. To właśnie ona jest tą "rzeczywistą", jedyną słuszną i prawdziwą astrologią.
Jego wyobrażenia na temat tego, jak interpretuje horoskop astrolog humanistyczny są bardzo rozbieżne z rzeczywistością. Wedle autora, główny "grzech" astrologii współczesnej, to jej mariaż z psychologią. A - jak twierdzi Frawley -„ogromna atrakcyjność sfer psychologicznych polega oczywiście na tym, że są one całkowicie niesprawdzalne”. Otóż są, a za pomocą narzędzi astrologicznych można je bardzo głęboko i dokładnie zbadać i opisać. W innym miejscu wyśmiewa odczytywanie z horoskopu kwestii wrażliwości danej osoby. Argumentuje bowiem, że każdy uważa się za osobę wrażliwą i dlatego każdemu można wmówić, że taki jest. To prawda, ale tak samo prawdą jest, że to można bardzo łatwo zweryfikować, pytając, kiedy ta osoba ostatni raz wpłaciła datek na schronisko dla zwierząt lub podarowała kwiatki samotnej starszej pani z sąsiedztwa. Poza tym, już abecadło astrologiczne mówi o różnicach we wrażliwości np. Księżyca w Baranie i Raku! Ręce mi opadły, nie po raz pierwszy i ostatni podczas lektury tej książki. Wedle wyobrażeń Frawleya, praca astrologa współczesnego polega na zapewnianiu każdej osoby o jej wrażliwości, wyjątkowości i marnowanym potencjale oraz o niezrozumieniu w rodzinnym domu, czyli za odbębnianiu każdym razem tego samego standardowego tekstu prezentowanego każdej osobie, która pragnie tylko dowartościować się, słuchając przez kilka godzin na swój temat. Otóż jest to wierutna bzdura. Astrologia humanistyczna polega na tym, że człowiek potraktowany jest indywidualnie, jako jedyna w swoim rodzaju i wyjątkowa jednostka ludzka, która jednocześnie jest częścią gatunku ludzkiego. A astrolog nie zostaje astrologiem humanistycznym dlatego, że nie umie dokładnie przewidywać zdarzeń, a dlatego, że w centrum jego uwagi jest człowiek w całej swojej złożoności, człowiek, który dzierży stery swojego życia i bynajmniej nie jest bierną ofiarą przeznaczenia. Jak precyzyjnie potrafi analizować współczesny astrolog - mam do dziś zachowane analizy, jakie robiła mi kiedyś śp. Justyna Reiner i są to przenikliwe, ostre jak brzytwa i bardzo, bardzo trafne uwagi. Nie mają nic wspólnego z bełkotem, o jaki autor książki oskarża astrologów współczesnych. Oczywiście w centrum zainteresowania autora znajduje się astrologia horarna, coraz modniejsza ostatnimi czasy, także w Polsce. Dlaczego akurat ta gałąź tak bardzo ludzi przyciąga? Podejrzewam niestety, że większość miłośników horarnej używa tego samego argumentu, co autor książki. Otóż jest ona szybka i pozwala zrobić wiele horoskopów w krótkim czasie, podczas gdy solidna analiza horoskopu urodzeniowego i tranzytów zajmuje bardzo dużo czasu. Czyli, jak pisze wprost Frawley - astrologia horarna jest dla astrologa świetną metodą, jak zarobić, żeby się nie narobić. Przerażająca argumentacja. Autor przyznaje też, że porządna interpretacja horoskopu urodzeniowego wymaga subtelności, której większość astrologów nie posiada. W każdym zawodzie są artyści, rzemieślnicy i partacze, a im zawód trudniejszy i atrakcyjniejszy, tym więcej partaczy, mniej uczciwych rzemieślników i jeszcze mniej prawdziwych artystów z talentu, powołania i lat ciężkiej pracy. Dlaczego jednak należy równać średnią w dół? Czyli - w opinii autora - horarna jest łatwiejszą odmianą astrologii, dla mniej zdolnych i bardziej leniwych. No cóż - przykro mieć takie zdanie na temat własnej pracy. Bardzo źle to świadczy o człowieku, jeśli nie ma szacunku dla dziedziny, której poświęca swoje zawodowe życie. Niespecjalnie interesuje mnie astrologia klasyczna, szczególnie Bóg wie czemu tak modna ostatnio astrologia horarna – wolę dociekać przyczyn zjawisk i zgłębiać tajemnice ludzkiej psychiki, niż szukać w gwiazdach odpowiedzi na pytania, czy mam kupować samochód zielony, czy czerwony, albo kto wygra mecz, ale nie zamierzam z powodu swoich poglądów zaprzeczać działaniu czy sensowi istnienia całej tej gałęzi. Większość ludzi jest prosta i chce jedynie usłyszeć konkretną odpowiedź na konkretne pytanie: tak, nie, 5 czerwca będzie padać, nowy odkurzacz szybko się zepsuje, Janek nie oświadczy się Krysi tego lata, Jadzia dostanie dużą premię, Zenek spłodzi syna, a beznadziejnego szefa wkrótce zwolnią. Nie każdy człowiek wierzy, że sam trzyma ster swojego życia i chce od współczesnego astrologa dowiedzieć się, jakie czekają go prądy, rafy i burze, żeby samemu obrać korzystny kurs i dopłynąć do swojego celu. Mało kto w ogóle ma szerszą świadomość swojego życia, wzajemnego powiązania odległych nieraz w czasie zdarzeń. Tak zwaną większość interesuje mikroskala, nie makroskala. Woli ona czuć się jak miotana wichrami skorupka na falach oceanu i u astrologa dowiadywać się, kiedy ich rzuci do jakiego portu i o jakie skały się muszą jeszcze poobijać i porozbijać, zanim los rzuci ich do miejsca przeznaczenia. Niestety - większość ludzi po prostu woli żyć na niskim poziomie samoświadomości i nie brać odpowiedzialności za własne życie, działania i związki, bo to wymaga przyznania, że skoro coś jest nie tak, to widać ja coś robię źle, więc trzeba się ruszyć i to w sobie zmienić, żeby nie popełniać więcej błędów, a to - jak wiadomo - boli i wymaga wysiłku, a przede wszystkim bolesnego dla ego przyznania: to ze mną jest coś nie tak, nie ze światem. Lepiej czekać, co los przyniesie i wyśmiewać modne słówko "przepracować". No cóż - można i tak... Nie słyszałam jednak, żeby ktokolwiek osiągnął w jakiejkolwiek dziedzinie sukces dzięki temu, że siedział i czekał, aż coś samo się zdarzy, patrząc nerwowo w horoskop, kiedy układy planet będą sprzyjały jego planom, zamiast zakasać rękawy i wziąć się do roboty, ale może gdzieś takie cuda się zdarzają? Wracając do książki. Rozbawiły mnie uwagi o tym, dlaczego autor nie widzi uzasadnienia dla stosowania w horoskopie Urana, Neptuna i Plutona – według autora powszechne dzisiaj twierdzenie, że ludzkość jest na wyższym poziomie rozwoju, niż dwa tysiące lat temu, to szczyt pychy. Proponuję na dzień dobry zastanowić się, jaka jest różnica w liczbie ludzi, którzy teraz i wówczas umieli czytać, albo mają możliwość poznać kawałek świata poza swoją rodzinną wsią. Cywilizacja nasza rozwinęła się w sposób niemal niewiarygodny i cała ludzkość też. Wprawdzie mamy też doskonałe metody masowego mordu i światowy terroryzm, ale jednak przeważają pozytywy - poprawa warunków życia, jego długości, dostęp do edukacji, zdobycze medycyny i techniki, możliwości swobodnego poruszania się po rozległych obszarach naszego globu. Tylko ślepiec nie widzi, że wskutek tego ludzkość jest na dużo wyższym stopniu rozwoju niż w epoce, gdy tylko elita miała dostęp do wiedzy, do żywności, do leków, zabiegów higienicznych... A czy planety transsaturniczne działają w horoskopie? Działają jak złoto, co więcej - są horoskopy, które bez zastosowania w interpretacji transsaturników są czytelne zaledwie w połowie, a czasem i mniej. Horoskop samego Frawleya do takich należy! Rezygnowanie w interpretacji horoskopu urodzeniowego, tranzytów czy synastrii z Urana, Neptuna i Plutona, to zabieranie sobie bardzo precyzyjnego narzędzia. Zabawne jest też oburzenie, z jakim autor wyśmiewa współczesna teorię, że Uran jest patronem astrologów jako wyższa oktawa Merkurego, a wedle zasad tradycyjnych to przecież Merkury osobiście patronuje Królewskiej Wiedzy i jej adeptom. W horoskopie Frawleya Merkury znajduje się we władztwie, tj. w Bliźniętach. Nic dziwnego, że autor woli twierdzić, że to Merkury jest patronem astrologii, gdyż ta akurat teoria pasuje lepiej do jego horoskopu - wedle niej, ma bardzo mocno posadowionego patrona astrologów. Z kolei znak Wodnika w jego horoskopie jest pusty, a Uran znajduje się w tradycyjnym Raku, ale za to w mocnych układach: w koniunkcji z Jowiszem, w połkrzyżu z Wenus w Baranie i Neptunem Wadze oraz w mistycznym prostokącie z Saturnem w Skorpionie, Ceres w Koziorożcu i Słońcem w Byku. Trzeba naprawdę mieć upór Słońca w Byku w czwartym domu i Saturna w Skorpionie na MC, żeby zawzięcie twierdzić, że cała reszta nie istnieje i nie działa, bo nie pisali o tym w starych księgach! Nie nadszedł wcale wiek XXI, mnie ma Urana, nie ma Neptuna, nie ma Ceres - czyli wedle Frawleya nie ma w jego własnym horoskopie najmocniejszych i kluczowych do jego zrozumienia układów! Można i tak, tylko po co? Każdy astrolog współczesny jednak z pewnością doceni zabawność faktu, że to właśnie astrolog z mocno aspektowanym Uranem w Raku robi w astrologii rewolucję, która polega na powrocie do tradycji i zaprzeczaniu wszystkim odkryciom z ostatnich kilkuset lat. Rozdział o synastrii to jakiś zły sen. Oczywiście autor udowadnia, że współczesny astrolog jest wobec tajemnicy związku dwóch ludzi kompletnie bezradny. Jednak jego próba pobieżnej analizy horoskopu Joanne Woodward i Paula Newmana pokazuje, że autor na synastrii po prostu niezbyt się wyznaje. Jest to znana każdemu specjalizującemu się w astrologii porównawczej synastria udanego wieloletniego związku. Padłam ze śmiechu, gdy zaczął udowadniać, że dla większości astrologów horoskop porównawczy tej pary to zagadka, bo nie wiadomo, dlaczego akurat ze sobą stworzyli tak udane małżeństwo i dopiero “rzeczywista astrologia” może dać odpowiedź na to pytanie. No ludzie! Toż nad tą akurat synastrią pieje nawet bardzo początkujący astrolog! Podwójny nelson świateł w znakach Ryb i Wodnika, jedna koniunkcja znakowa, druga dość ścisła, sekstyl Marsów, sekstyl Wenus, koniunkcja ascendentów – trudno znaleźć lepsze dopasowanie i zrozumienie. Sprawdziłam doświadczalnie na moich uczennicach. Nie da się nie zauważyć oczywistych układów tej synastrii. Natomiast rozważania o "zgodności temperamentów" autora są bardzo mało precyzyjne, a zastanawianie się, czemu obie połówki tej pary nie znalazły sobie kogoś innego i podawanie przykładów typu "Iksińska miała ściślejsze aspekty swojej Wenus i Jowisza do jego Słońca" wskazuje, że autor ma bardzo liche pojęcie o tej działce astrologii. Jeśli ktoś uważa, że koniunkcja Słońce-Wenus, choćby najściślejsza, jest mocniejsza niż Słońce-Księżyc, to nie mam więcej pytań. Taka osoba nie zna podstaw astrologii porównawczej. Jak można się domyśleć, nie polecam tej książki - może gdyby wyciąć z niej fragmenty, które autor poświęca na mało błyskotliwą i okraszoną ciężkawym dowcipem krytykę współczesnej astrologii, to zostałby użyteczny podręcznik astrologii horarnej. Co prawda byłby co najmniej o połowę chudszy, ale za to rzeczywistej treści byłoby w nim tyle samo, i to znacznie lepiej przyswajalnej. Niestety, bufoneria i zacietrzewienie autora z zabójczą skutecznością niszczą wartość tej książki. Jej lektura to mozolne odsiewanie plew, których jest znacznie więcej, niż ziaren. Podejrzewam niestety, że zarówno ta pozycja, jak i stanowisko autora wobec współczesnej astrologii znajdą wielu zwolenników - którzy idąc w jego ślady będą poświęcać większą część swojej uwagi na potępianie w czambuł astrologii współczesnej, zamiast zająć się swoja działką, zgłębianiem i przekazywaniem jej tajników. Nazwisko Frawleya będzie wkrótce odmieniane przez wszystkie przypadki, jako koronny argument zwolenników astrologii tradycyjnej, zwalczających astrologię współczesną. Niestety, jak psiał Lew Tołstoj: "wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce ". Pozostaje mieć nadzieję, że ta książka to kolejny etap większego astrologicznego planu wydawniczego wydawnictwa Kos, które wydało m.in. książkę dwóch astrolożek z Katowic, Elżbiety Kłobus i Zofii Wieczorek. Byłoby miło, gdyby ta oficyna postanowiła poszerzyć swoją ofertę z astrologii. Co rzadkie na polskim rynku, Kos stara się wydawać książki jak należy. "Rzeczywista astrologia" jest porządnie przetłumaczona i zredagowana, a polskie wydanie książki konsultowała pod względem merytorycznym Beata Kibil. Konsultacja merytoryczna jest niezbędna przy tłumaczeniu literatury specjalistycznej, bo dzięki niej czytelnik nie zgrzyta zębami, a częstym zjawiskiem nie jest... Liczę po cichu na to, że inne wydawnictwa pójdą w ślady Kosa i zaczną dbać o poziom wydawniczy swoich książek, ku zadowoleniu polskich miłośników Królewskiej Wiedzy, których jest coraz więcej.
czwartek, 04 marca 2010
Kursy Tarota 2010 - Tarot Warszawa
Kursy Tarota 2010 - Tarot Warszawa Warszawa, kwiecień - grudzień 2010
Zajęcia odbywają się w centrum Warszawy, na ul. Grzybowskiej, blisko Józefina Jagodzińska i Dorota Rzepecka
środa, 17 lutego 2010
Muzyka duszy
Na niebie nad nami koniunkcja Wenus z Jowiszem w Rybach, rozchodzi się powoli koniunkcja Słońca z Neptunem w Wodniku. Wielu astrologów hurraoptymistycznie zachwala te układy jako wyjątkowo sprzyjające romantycznym przypływom uczuć, spełniające marzenia itd. Tymczasem układy planet ostatnich dni objawiają się u większości ludzi tym, że snują się w amoku, zagryzają smutki czekoladowymi serduszkami, starają się zapomnieć o rozczarowaniach w oparach alkoholu, w udziwnionych perwersjach szukają ucieczki od nudy, gotowi zapłacić każdą cenę, żeby tylko kupić chwilę przyjemności, która na chwilę zapewni pustkę istnienia. Wszystko ma być łatwo i szybko. Gdzieś w tym wszystkim gubi się to, co najważniejsze - dusza. Dlatego z okazji niedawnego Święta Zakochanych - horoskop niezwykłej pary. Ludzi, którzy nie byli księżniczką ani księciem z bajki, ani nie żyli długo i szczęśliwie, lecz za to długo siebie szukali, by zgubić się i odnaleźć ponownie, którzy w imię swojej trudnej miłości potrafili walczyć nie tylko z wrogim światem, ale ze swoimi kompleksami, problemami i wzajemnymi urazami. John Lennon i Yoko Ono. John Lennon, ur. 9.10.1940, 18:30, Liverpool John Lennon urodził się 9 października 1940 roku w Liverpoolu, ze Słońcem w znaku Wagi. Jego horoskop jest bardzo mocno zorientowany mentalnie, wskazujący na dwie sprzeczne tendencje: nieumiejętność istnienia w oderwaniu od innych ludzi i bardzo silna osobowość, mająca wbrew pozorom uprzejmości i ugodowości wielkie trudności z pójściem na kompromis. O pierwszej tendencji mówi położenie słońca i Marsa w Wadze (bez partnerki nie umiem się zdefiniować jako człowiek ani jako mężczyzna), Księżyc w Wodniku (bez innych ludzi nie wiem, co czuję), Merkury i Ceres w VII domu (moje myśli muszą odbić się w drugim człowieku, bez tego niknie kreatywność i źródło inspiracji). Słońce znajduje się w trudnej opozycji do Lilith, a w dodatku na descendencie od strony VI domu. Jednocześnie jest w jednym z najbardziej niekomfortowych domów dla Słońca oraz w koniunkcji z punktem "Ty", ale od strony domu mówiącego o relacjach pan-sługa, a nie związkach partnerskich.Na drugą tendencję wskazuje wielki krzyż w znakach stałych: Saturn i Jowisz w Byku, Pluton w Lwie, Ceres i Merkury w Skorpionie oraz Księżyc w Wodniku. Wszystkie cztery znaki są uparte i odmawiają zarówno światu, jak i sobie prawa do zmiany. Dlatego też świat często właśnie te osoby musi mocno doświadczać, by zmieniły cokolwiek w sobie i swoim życiu. Po prostu nie ma innego wyjścia. Władający Księżycem Uran znajduje się w upadku w stałym Byku, co też nie sprzyja życiowej elastyczności. Yoko Ono, ur. 18.02.1933, 20:30, Tokio Yoko z kolei bardzo mocno obsadzony znak Wodnika, co w horoskopie kobiety nigdy nie jest łatwe, nawet w dzisiejszym nowoczesnym świecie Kilkadziesiąt lat temu taki układ był jeszcze bardziej bolesny dla jednostki spragnionej wolności myśli, a zmuszonej do ciągłego szarpania się z ciasnym gorsetem społecznych nakazów i zakazów. W horoskopie Yoko bardzo mocne są układy pokazujące odrzucenie klasycznych ról społecznych, przypisanych kobiecie i mężczyźnie: opór wobec silnie wpajanego w dzieciństwie tradycyjnego modelu kobiecości (Wenus w koniunkcji z Saturnem w znaku Wodnika w IV domu) oraz jednocześnie niepewność odnośnie roli mężczyzny w związku i samej definicji męskości(Mars w koniunkcji z Neptunem w XII domu w Pannie). Dodatkowo w VII domu znajdował się Uran, zwiastujący trudne przejścia w związkach małżeńskich, problemy ze stabilizacją w związku i skonnośc do przyciągania ekscentrycznych, niestabilnych partnerów. Podobnie jak John, miała mało elastyczny charakter: rewolucyjny Wodnik jest znakiem stałym i tak samo trudnym do zmiany przekonań, jak Byk czy Skorpion. Siłę jej osobowości podkreślał wielki krzyż w znakach zmiennych: Neptun w koniunkcji z Marsem w Pannie w XII domu, Księżyc w Strzelcu, Merkury i Ceres w Rybach, Lilith w Bliźniętach, nakładający się ponadto na oś węzłów. W przeciwieństwie do Johna, który nastawiony był na status quo, Yoko była nastawiona na forsowanie swojej rewolucji i działanie. Ich horoskop porównawczy, interpretowany według klasycznych reguł astrologii synastrycznej, nie powala na kolana. Nie obstawiają sobie nawzajem domu małżeństwa (VII), za to mocno zaakcentowany w ich synastrii jest służebny dom VI, co wedle tradycyjnych reguł bardzo źle wróży związkowi. Nie ma żadnej mocnej i ścisłej koniunkcji ani opozycji. Wprawdzie Księżyc Johna jest w znaku jej Słońca i Wenus, ale nie łączy ich aspekt; bliżej mu do jej Saturna, co jest bardzo obciążającym układem. Także Mars Yoko i Wenus Johna, przypadające na ten sam znak, są w zbyt dużej odległości od siebie, by dać klasyczny erotyczny układ, cementujący nawet średnio dobrane pary wyjątkowo satysfakcjonującą erotyką (podobno Yoko i John mieli w tej dziedzinie poważne problemy, a niesatysfakcjonujący seks był jednym z powodów ich półtorarocznej rozłąki). Znacznie lepiej wygląda analiza według energetycznego modelu opisywanego przez Arroyo - tu występuje bardzo duża zgodność żywiołów. Yoko ma Słońce w powietrzu, Księżyc w ogniu i ascendent w powietrzu. John ma Słońce i Księżyc w powietrzu, a ascendent w ogniu. Warto zauważyć, że oboje mają w swoich horoskopach bardzo zgodny układ Słońce-Księżyc-ascendent, który jednak podwyższa wymagania, gdyż wymaga bardzo jednorodnej energii, żeby ta osoba mogła się nią na poziomie energetycznym nasycić. Taki układ daje to pole do harmonii, jednak nie tłumaczy jeszcze wyjątkowości ich relacji. Harmonijne układy porównawcze: ścisły trygon Merkurych oraz podwójny nelson Słońce/Wenus (trygon i opozycja) też wydają się za słabe, aby wytrzymać z kombinacją maleficznych układów: koniunkcją Saturna Yoko i Księżyca Johna oraz kwadraturą Saturna Johna i Księżyca Yoko. Uruchamiali sobie nawzajem dwa trudne układy w ich horoskopach urodzeniowych - John miał kwadraturę Saturna do Księżyca, a Yoko koniunkcję Saturna i Wenus. Także podwójny nelson Uran opozycja Słońce i Uran kwadratura Słońce nie dodawał harmonii tej relacji i z pewnością dla 90% par byłby nieodwracalnie niszczycielskim i zabójczym dla związku układem. Nie dziwi, że ich związek rozwijał się burzliwie. Najpierw przyjaźń, która szybko straciła platoniczny charakter, choć John szedł w zaparte i walczył o rozwód z pierwszą żoną, Cynthią, z jej winy, zaprzeczając pogłoskom o swoim związku z Yoko, która z nerwów i fatalnego trybu życia poroniła. Później szalona, zaborcza i dusząca miłość na wyłączność, gdy nigdy się ze sobą nie rozstawali, a John mówił o sobie tylko w liczbie mnogiej "my z Yoko". Potem słynny "stracony weekend" (the lost weekend), który trwał 18 miesięcy, kiedy fizycznie żyli osobno, ale utrzymywali stały kontakt. Podczas okresu rozłąki dzwonili do siebie po kilkanaście razy dziennie., co skrupulatnie notowała May Pang, oddelegowana przez Yoko do "opieki" nad Johnem podczas ich separacji. Prawdopodobnie, gdyby Yoko wytrzymała tydzień bez telefonów, John bardzo szybko by wrócił, jak to Księżyc w Wodniku odcięty od kontaktu intelektualnego, który dla niego jest ważniejszy i świadczy o większej bliskości, niż kontakt emocjonalny czy cielesny. Yoko dyskutująca godzinami z kimś innym i niemająca czasu, by z nim rozmawiać - to byłby straszny cios, o wiele trudniejszym do zniesienia, niż Yoko uprawiająca seks z kimś innym. A być może byłoby inaczej i utrata tej więzi byłaby końcem miłości, więc Yoko była mądrzejsza, że odbierała telefony? Przecież w końcu półtoraroczna rozłąka skończyła się sielanką. Yoko i John wrócili do siebie, odnaleźli spokój i miłość, o które trudno było w ich wczesniejszym życiach, także tym wspólnym, w którym oboje z nadmiaru bliskości zaczęli zatracać siebie i dusić się w relacji, którą ostatecznie - metodami bardzo kontrowersyjnymi i bolesnymi, lecz skutecznymi - umieli przerzucić na tory związku dwojga dorosłych ludzi, będących ze sobą z wolnego i świadomego wyboru, w pełnej wznajemnej akceptacji. John poświęcił się wychowaniu syna, po kilku latach wrócił do studia, by wraz z żoną nagrać swój ostatni album: Double Fantasy. Historię zakończył niespodziewanie i tragicznie szaleniec z pistoletem. ![]() okładka albumu Double fantasy, 1980 Yoko i John byli dla siebie nawzajem wybawieniem. i spełnieniem marzeń o idealnej drugiej połowie, które widać w ich indywidualnych horoskopach. Spotkanie tych dwóch jednostek było w sposób oczywisty ekscytujące dla osób uranicznych i absolutnie niezrozumiałe dla osób saturnicznych (czyli większości społeczeństwa). Oznaczało ono bowiem zetknięcie się dwóch odmiennych światów. Ona - świetnie wykształcona intelektualistka, on - prosty chłopak z robotniczej rodziny. Ona - artystka awangardowa, doceniana przez nielicznych, on - gwiazda popkultury, noszony na rękach przez fanów na całym świecie. Oboje po ciężkich, choć odmiennych przejściach. John był osierocony emocjonalnie. Matka nie interesowała się nim w dzieciństwie, potem na krótko znaleźli wspólny kontakt, gdy John był już nastolatkiem, ale wkrótce potem zmarła. Sieroctwo emocjonalne w różnym stopniu dotyka wszystkich Księżyców w Wodniku, oznaczających wyuczone w dzieciństwie odcięcie od emocji i zapewnianie sobie bezpieczeństwa emocjonalnego poprzez rozpraszanie uczuć na sprawy światowe, byle tylko nie koncentrować się na przeżyciach swoich i innych ludzi, które jawią się jako przerażająca, nielogiczna siła, zdolna zawładnąć człowiekiem wbrew jego woli. Z takim położeniem Księżyca łatwiej jest kochać wielkie sprawy i ludzkość jako ideę, niż pojedynczą osobę w całej jej złożoności, dziwności i niezwykłości; bliskość jawi się jako groźna i zagrażająca wolności jednostki. Naturalne w tej sytuacji było szukanie kompensacji: związek z kilka lat starszą Yoko nieraz był przez dziennikarzy opisywany jako próba znalezienia przez Johna zastępczej matki. Trudno jednak znając choćby podstawy astrologii wyobrazić sobie kobietę z czterema planetami w Wodniku, traktującą dorosłego mężczyznę jak wymagające niańczenia na rękach i wycierania umorusanej buzi dziecko. Yoko w momencie poznania Johna była kobietą po przejściach. Miała za sobą traumatyczne małżeństwo, które zakończyło się porwaniem przez byłego męża ich wspólnej córki, którą Yoko odnalazła dopiero po latach. W związku z Johnem odnalazła zrozumienie i pełną akceptację - dwie rzeczy, za którymi w gruncie rzeczy szaleją dorosłe Wodniki. Wbrew powszechnym przekonaniom uraniczne Wodniki, o ile nie blokuje ich mocna obsada Koziorożca, która akurat w tej kombinacji astrologicznej (Słońce w Wodniku i Merkury lub Wenus w Koziorożcu) działa hamująco w rozwoju, po zamknięciu pierwszego obiegu Saturna, kochają święty spokój. Jest to bowiem dla nich najczęściej towar deficytowy i bardzo pożądany, jako że wskutek rozmaitych rewolucyjnych przekonań na temat świata i robienia z własnego życia obszaru badań eksperymentalnych nad rzeczywistością większość ma za sobą już tyle kłopotów i tak zszarpany system nerwowy, że naprawdę lubi ciszę. W ciszy można przynajmniej spokojnie zaplanować swoją rewolucję. Wodnik jest znakiem zorientowanym mentalnie i przy zdrowej realizacji horoskopu oddaje się swoim ekscentrycznym zainteresowaniom, tajnym badaniom, intelektualnym poszukiwaniom, uranicznym projektom i niekończącym się dyskusjom z innymi dziwakami. Nudne Wodniki (bo i takie się zdarzają; jest to równie pożałowania godny widok, jak apatyczny Baran) szukają ekscytacji na zewnątrz, w łamaniu barier dla samego łamania barier, bo nie mogą znaleźć nic interesującego w swojej własnej głowie. John miał na koncie sukcesy, sławę i miliony, ale jego życie było w gruncie rzeczy potwornie nudne i nijakie. Nie umiał odnaleźć siebie na duchowej ścieżce, jak zrobił to George Harrison, solarna Ryba z mocną obsadą żywiołu wodnego (Słońce i Wenus w Rybach, do tego Księżyc w Skorpionie i Jowisz w Raku). Od wczesnej młodości John robił w kółko to samo: śpiewał, grał, koncertował, prowadził bujne życie towarzyskie, opędzał się od fanek. Nie miał partnera, kogoś, kto byłby mu równy we wszystkich aspektach, choć różny. Pierwsza żona, Cynthia, żyła w cieniu męża, a tę rolę drugiej osoby w życiu Johna pełnił zastępczo Paul McCartney, kolega z zespołu. Jednak John pragnął czegoś więcej i znalazł Yoko, która stała się jego drzwiami nowego życia. Mało kto to rozumiał. W oczach świata i według światowych miar "życiowego sukcesu" jego związek z Yoko zwichnął mu karierę. Mógł przecież nagrywać kolejne złote płyty z The Beatles, a nie protestować z Yoko przeciwko wojnie, potem szaleć z May Pang, broniąc się rękami i nogami przed dorosłością, aby w końcu zaszyć się wraz z Yoko z dala od światowego zgiełku i cieszyć się życiem rodzinnym, którego nigdy wcześniej nie zaznał. Nie każdy rozumie, że są w życiu sprawy ważniejsze niż pieniądze, szczególnie gdy idzie o miliony funtów... Także poklask tłumów jest nic nie warty, gdy nie ma się ludziom do powiedzenia nic ważnego o świecie, gdy nie wykorzystuje się sławy do zmiany ludzkości na lepsze i gdy sława odbiera człowiekowi to co najważniejsze: wolność bycia sobą. Każdy ma w sobie muzykę duszy. Aby jednak mogła w pełni rozbrzmieć, potrzebne są bodźce z zewnątrz. Większość ludzi jest bowiem tak skonstruowana, że aby ją z głębi siebie wydobyć, potrzebuje, aby coś im się przydarzyło: szczególna okoliczność lub inny człowiek. Nawet jeśli ktoś zna i rozumie nuty muzyki swojej duszy, to nie wie, jak powinny brzmieć, jak trzeba je zagrać. Najczęściej same okoliczności nie wystarczają, gdyż wydarzenia trwają za krótko. Ludzie przydarzają się nam na dłużej i dlatego to oni wyzwalają w nas prawdziwą muzykę duszy, w całej jej sile i pięknie. Bo inaczej - co z tego, że ktoś nosi w sobie Sonatę Księżycową Beethovena, skoro uparcie gra ją zębami na grzebieniu?
niedziela, 22 listopada 2009
Andrzejki i Katarzynki
![]() Zapraszamy
na Andrzejki & Katarzynki w sobotę 28 listopada od 16.00 do 22.00
do herbaciarni Herba Thea, ul. Bruna 20, Warszawa. Warto wrócić do
starych zwyczajów, które swoją magią rozświetlają mroczne listopadowe
dni.
![]() Noc Andrzeja świętego W andrzejkowy wieczór wróżymy z kart Tarota: Każdy, kto przyjdzie na Tarota dodatkowo powróży sobie na kilka tradycyjnych sposobów: - wróżyć z drewienek na wodzie albo z płomieni, - wróżyć z butów, - wróżyć z tajemniczych spodeczków, - ciągnąć szczęśliwe losy na najbliższy rok. Czeka
Was też opowieść o tradycyjnych zwyczajach andrzejkowych na
słowiańszczyźnie i opiekunie wróżb andrzejkowych, świętym Andrzeju,
który patronuje małżeństwom. Ponieważ w zeszłym roku ilość chętnych przekroczyła nasze najśmielsze oczekiwania, dwie z nas będziemy stawiać Wam karty, a trzecia, nasza uczennica, będzie animować pozostałe zabawy andrzejkowe :)
niedziela, 08 listopada 2009
Magiczny Kuferek w wersji WWW
![]() Serdecznie zapraszam do odwiedzenia mojej strony, czyli Magicznego Kuferka w wersji WWW. Tematyka oczywiście taka sama, jak na blogu, czyli astrologia, Tarot, magiczna strona rzeczywistości. Na stronie znajdziecie ponadto informacje o mnie i moich przedsięwzięciach. Zapraszam do lektury :)
sobota, 31 października 2009
Saturn w Wadze
![]() W czwartek 29 października nastąpił ingres (czyli wejście) Saturna w znak Wagi. Natychmiast
po jego wyjściu z Panny nastąpiła awaria prądu w prawie całym moim
mieście, wskutek czego kończyłam fragment tłumaczenia przy świecach, aż
bateria w laptopie się wyczerpała i dalsza praca była już niemożliwa. Saturn w ten sposób oznajmił, że skończył
się czas mrówczej pracy, mamy fazę Wagi. Mogłam tylko siedzieć i
kontemplować piękny wieczór, gdy we wszystkich oknach sąsiadów widać
było ciepłe światło kominków i świec... Saturn to najdalsza planeta znanego w starożytności Układu Słonecznego - Uran, Neptun, Pluton i inne zostały odkryte i włączone do systemu dopiero po upływie wielu stuleci. Saturn opiekuje się znakiem Koziorożca i rządzi jako współwładca znakiem Wodnika (razem z Uranem, jego nowożytnym regentem). Saturn jest jedną z najważniejszych planet w astrologii prognostycznej, czyli zajmującej się prognozowaniem przyszłości. Jego obieg wynosi ok. 29 lat, w jednym znaku przebywa ok. 2,5 roku. Przemierzając kolejne znaki Zodiaku, zmusza ludzi do pracy nad poszczególnymi dziedzinami życia: potem sprawiedliwie karze za lenistwo i nagradza za wysiłki. Nieprzypadkowo nosi przydomek pana karmy. Saturn przez najbliższe miesiące będzie poruszał się ruchem prostym, po czym 13 stycznia zacznie retrogradować, a następnie 7 kwietnia 2010 wróci do
Panny, tworząc podobny klimat, jak w ciągu ostatnich dwóch-trzech
miesięcy pobytu w Pannie. W środku lata następnego roku, dokładnie 21
lipca ponownie opuści znak Panny i na dobre rozpocznie podróż przez
Wagę, którą zakończy na dobre w październiku 2012 roku, wkraczając w znak Skorpiona. Ponieważ pozostający pod patronatem planety Wenus znak Wagi odnosi się przede wszystkim do zagadnień związków i partnerstwa, zaczyna się właśnie prawie trzyletni okres testowy dla wszelkiego rodzaju relacji międzyludzkich, szczególnie małżeństw i par, ale także wspólników w biznesie, przyjaciół. Saturn wróci się na chwilę do znaku Panny, przykręcając śrubkę w pracy, by ponownie zacząć wędrówkę przez Wagę i sprawy, które na kilka miesięcy zostaną zamiecione pod dywan, wypełzną spod niego tym razem w całej okazałości.
Silne związki, które potrafią się oprzeć trudnościom, wyjdą z próby Saturna scementowane, słabe się rozpadną. Nie utrzymają się te związki, które oparte były przede wszystkim na łatwiejszym wspólnym radzeniu sobie z życiem: wiadomo, że w dzisiejszych czasach kredyty łatwiej spłaca się razem, niż pojedynczo i dla wielu osób takie "życiowe" argumenty za małżeństwem bywają wystarczające. Saturn w Wadze bezlitośnie obnaży pustkę tego typu relacji: ludzie zaczną marzyc o prawdziwym partnerstwie i związku do grobowej deski. Saturn jest władcą czasu i lubi rzeczy trwałe. Na szczęście Saturn w Wadze jest wyniesiony, czyli przynosi najlepsze możliwe korzystne zmiany, na których efekty nie trzeba długo czekać, choć oczywiście w trakcie ich trwania, jak to na Saturnie, wydaje się czasem, że jest bardzo źle. Przykładem jest rok 1981 w Polsce, który - choć oczywiście zebrał krwawe żniwo stanu wojennego, o którym nie wolno zapominać - to jednak przyczynił się do nadejścia wyzwolenia. Będzie to szczególny okres dla osób urodzonych 27-29 lat temu, z Saturne w Wadze. Mają go w horoskopie wszystkie osoby urodzone w roku 1981 i cześć urodzona pod koniec 1980 i 1982. Dla nich wszystkich będzie to okres kończenia zaległych spraw, zamykania starych i otwierania nowych rozdziałów w życiu. Lato dla wielu znanych mi osób z tym położeniem Saturna było bardzo dziwne, deszczowe i przygnębiające. Wszyscy wyczekiwali jesieni jak zmiłowania, a pod koniec tranzytu Saturna przez Pannę padali z przepracowania. Był to klasyczny przykład napięcia przed ingresem, gdy drzwi już się otwierają, czuć przeciąg, ale jeszcze nie wiadomo, co za nimi jest, nie mówiąc o tym, ze nie można przez nie przejść, a sytuacja ta jest bardzo irytująca. Szczególny przypadek to osoby urodzone z koniunkcją Jowisza i Saturna w Wadze, czyli od listopada 1980 do jesieni 1981 roku. Dla większości osób z nich, paradoksalnie, będzie to czas wielkiej ulgi. Zazwyczaj okres zamykania obiegu Saturna kojarzy się z cierpieniem i wysiłkiem, ale te roczniki są szczególne. W większości są to ludzie dosyć powolnie i z namysłem startujący w życie, dopiero rozpędzający swoje kariery zawodowe. i oczekujący na swój wielki moment. Jeśli artyści, to tworzący w domowym zaciszu i tacy, którzy jeszcze nie pokazali się szerokiej publiczności; jeśli pisarze, to tworzący do szuflady itd. Urodzeniowy Saturn zahamował iw ich horoskopach naturalną energię Jowisza, spowolnił życiowy rozpęd, podkopał naturalną młodzieńczą wiarę w sukces i odebrał hurraoptymizm. Teraz jednak będzie wypłacał dywidendy tym, którzy na nie zapracowali. Niezależnie od pozycji Saturna czy Jowisza w swoim horoskopie urodzeniowym, warto w tym czasie zadbać o swoje relacje międzyludzkie. Jest to dobry moment na zaczynanie poważniejszych rozdziałów w związkach, zarówno nowych, jak i starych. Czy to będzie terapia małżeńska, czy zaręczyny, Saturn będzie wymagał wysiłku i sprawdzał, czy zasługujemy na nagrodę. Podobnie będzie działo się w relacjach niemających charakteru romantycznego: także przyjaciele przejdą test prawdy. W sposób zależny od konkretnych układów planet w horoskopach indywidualnych, będzie wystawiał związki na próby dojrzałości i trwałości. Mogą to być problemy finansowe czy rodzinne, sprawdzające, jak partner czy partnerka zachowuje się w sytuacji kryzysowej. Ponieważ dwukrotny pobyt Saturna w I dekadzie Wagi (październik 2009 do kwietnia 2010,a potem lipiec 2010 - październik 2010) upłynie pod znakiem kwadratury z przebywającym w Koziorożcu Plutonem, to próby mogą być dla rzeczywiście bardzo trudne, szczególnie dla osób urodzonych na początku znaku Wagi, Koziorożca, Barana i Raka lub mających tam planety osobiste. Osoby te powinny teraz szczególnie zadbać o zdrowie, gdyż przy obniżonej witalności, która im teraz grozi, mogą wyjść dawne problemy zdrowotne.
piątek, 16 października 2009
Jak zaczarować dobry los
![]() Ludzie szukający pomocy u wróżek, tarocistek, astrologów itd. pytają często, jak przyciągnąć sukcesy i
powodzenie. Czasem podświadomie oczekują, że ktoś machnie czarodziejską różdżką i bach - zaczaruje ich zły los i odmieni go w pasmo sukcesów. Kupują talizmany i remedia, przestawiają sprzęty w domu, aby korzystnym Feng Shui wspomóc swoje szczęście. Jeśli czytasz ten wpis, to pewnie też tego pragniesz. Nie ma w tym nic złego, gdyż każdy człowiek zasługuje na dobry los. Najprostsza i najbardziej skuteczna metoda metoda, jak je osiągnąć, to zamiast wyciągać rękę po pomoc, podaj
ją komuś bardziej potrzebującemu. Szczęście mnoży się, gdy się nim
dzielisz - a świadomość, że podczas gdy Ty narzekasz na złośliwego szefa czy trudne warunki kredytu na mieszkanie, innym brakuje rzeczy najprostszych, jak buty na zimę, sprawia, że zaczynasz doceniać to, co masz: nie tylko dlatego, że wiesz, że to wcale nie jest obowiązująca norma i jesteś życiowym szczęściarzem, ale również dlatego, że widzisz, jak wiele możesz zdziałać dobrego za pomocą dostępnych Ci środków.
Pomaganie naprawdę nie jest trudne - przejrzyj zalegające w Twoim domu rzeczy i oddaj je do SCHRONISKA DLA KOBIET.
W Warszawie zbieramy rzeczy dla domów samotnej matki i innych
potrzebujących kobiet w mokotowskiej herbaciarni Herba Thea, ul. Bruna
20. Akcję organizuje manager herbaciarni Katarzyna Łuczyniec - osoba
zaufana, odpowiedzialna i zaangażowana w pomaganie potrzebującym.
Rzeczy zebrane w Herba Thei jadą do schroniska dla kobiet na ul. Stawki
27 w Warszawie.
Możesz także samodzielnie zawieźć rzeczy dla potrzebujących:Potrzebne są następujące rzeczy: - UBRANIA - BUTY - KOCE, POŚCIEL i PIŻAMY - ŚRODKI CZYSTOŚCI i HIGIENY OSOBISTEJ - także szczoteczki do zębów, podpaski, pieluchy itd. - PROSTE LEKI DOSTĘPNE BEZ RECEPTY - witaminy, wapno, aspiryna, syropy, środki przeciwbólowe itd. - KSIĄŻKI - najlepiej poprawiające humor i optymistyczne, romanse, kryminały, poradniki, książki dla dzieci Lista schronisk dla kobiet na Mazowszu: LINK Lista schronisk dla kobiet w całej Polsce: LINK Przyłącz się do akcji - Ty też możesz być dla kogoś opiekuńczym duchem :)
poniedziałek, 28 września 2009
Renesans astrologii, Magia i mistyka Tarota - wykłady otwarte
![]() Z okazji początku nowego roku akademickiego 2009/2010 serdecznie zapraszam wszystkie osoby zainteresowane Królewską Wiedzą i Tarotem na dwa wykłady Magia i mistyka Tarota oraz Renesans astrologii we współczesnym świecie, które odbędą się 2 października (piątek) o godz. 19.00 w Warszawie, przy ul. Bruna 20 w herbaciarni Herba Thea, niedaleko Metra Pole Mokotowskie. Na obydwa wykłady wstęp wolny. Pierwszy wykład Magia i mistyka Tarota prowadzi wróżka i astrolog Józefina Jagodzińska. Karty Tarota są magicznym i wielofunkcyjnym narzędziem służącym poprawie ludzkiego losu. Pomagają nam dokonywać właściwych wyborów zarówno w życiu codziennym, jak i na ścieżce rozwoju duchowego. Można z nimi medytować, można kontaktować się z własną Jaźnią, ale i zasięgać rady w zupełnie zwyczajnych, a jednocześnie ważnych sprawach. Każdy z nas posiada zarówno duchową sferę, jak i materialny, konkretny, fizyczny wymiar istnienia. Póki żyjemy, obie sfery są równie istotne. Tarot stanowi jedną z ezoterycznych bram, którą możemy przejść na drugą stronę i wrócić wzbogaceni o skarby Ducha i moc zmiany na lepsze. W dalszej części wykładu zajmiemy się takimi tematami jak prawdziwa historia i czarna legenda Tarota, niebezpieczeństwa rzeczywiste i urojone wróżenia, a także jak zostać dobrym tarocistą, tak w sensie praktycznym, jak i metafizycznym. Tarot pozwala m.in. zgłębiać swoje sny, badać poziom energii i predyspozycje magiczne oraz kształtować własny ziemski los, znajdując właściwe odpowiedzi na pytania o miłość, zdrowie, karierę, rodzinę i inne ważne sprawy. Na wykład tarotowy zapraszamy 2 października o 19.00. Drugi wykład Renesans astrologii we współczesnym świecie prowadzi astrolog i tarocistka Dorota Rzepecka, czyli ja :) Na spotkaniu uchylimy rąbka tajemnicy, którą kryje przed nami niebo. Sztuka czytania z gwiazd wciąż się rozwija i każde dziesięciolecie niesie ze sobą nowe metody, odkrycia i doświadczenia. Astrologia, podobnie jak współczesna nauka, żyje i rozwija się. Każde pokolenie astrologów dodaje od siebie coś nowego, jak na przykład humanistyczna interpretacja horoskopu człowieka, nowatorskie systemy domów, symbolika nowo odkrytych planet i wiele, wiele innych. Dowiesz się także, jak to możliwe, że dzięki astrologii można odczytać z mapy nieba zarówno tajemnice duszy człowieka, jak i losy spółek giełdowych. Wiele osób wątpi w możliwości astrologii, nie sprawdzając, czy ona rzeczywiście działa, a później są bardzo zaskoczone trafnością jej prognoz i odczytów, jak znany psychoterapeuta Wojciech Eichelberger, który powiedział: Do astrologii zostałem przekonany w sposób empiryczny. Mój arogancki racjonalizm otrzymał bolesną lekcję pokory. Na wykład astrologiczny zapraszamy 2 października o 20.00. Po wykładach nastąpi część informacyjna i zapisy na kursy astrologii i Tarota, prowadzone przez Dorotę Rzepecką i Józefinę Jagodzińską. Kursy rozpoczynają się na początku października w Warszawie. Więcej informacji: 602-493-473. WSTĘP WOLNY
niedziela, 27 września 2009
Magiczny Kuferek ma trzy lata!
![]() Sama nie mogę w to uwierzyć, ale Magiczny Kuferek świętował wczoraj trzecie urodziny. Pierwszy wpis opublikowałam 26 września 2006 o 15.41. Wprawdzie wyliczyłam wówczas inną godzinę, którą policzyłam dla założenia blogu, jednak gdzieś się zapodziała w starych bazach, które zaginęły w pomroce dziejów i do dziś przetrwała tylko godzina pierwszego wpisu. Uważam, że to właściwa opcja - w końcu pierwszy wpis jest jak pierwszy oddech! Horoskop Magicznego Kuferka jest całkiem interesujący, także dlatego, że niezbyt do mojego urodzeniowego - a przecież wydawałoby się, że miejsce twórczej ekspresji powinno mieć horoskop podobny do autora dzieła... Ja jestem solarnym Lwem z ascendentem w Wodniku, a w horoskopie Magicznego Kuferka Słońce znajduje się w Wadze, Księżyc w Skorpionie, a ascendent w Koziorożcu. Władca ascendentu, Saturn, w VII domu, władca MC, Pluton, w XI domu. Mocno obsadzone są domy I, VIII i IX, co rzeczywiście widać po moich tekstach. Są one przede wszystkim owocem poszukiwań i przemyśleń osobistych, wyrazem przeżyć i świadectwem badań i pracy nad rozwojem zarówno jako astrologa, jak i osobistym. Lubię w tym horoskopie szczególnie koniunkcję Księżyca i Jowisza na MC od strony IX domu w Skorpionie - wprawdzie jest nieco kapryśnym motorem postępu, jak to Księżyc w wodnym znaku, ale dzięki niemu blog żyje, ma się dobrze i trzyma poziom. Aż sama się czasem dziwię, ile kilobitów tekstu tu opublikowałam! Ta koniunkcja trafia w mojego natalnego Urana, również położonego na MC od strony IX domu i to jest piękny i mocny łącznik horoskopu Magicznego Kuferka z moim urodzeniowym, zapewniający nieustającą przyjemność i frajdę z dzielenia się swoimi uranicznymi przemysleniami ze światem na tym oto blogu. W Magicznym Kuferku znajdziecie m.in.: Horoskopy urodzeniowe:
Horoskopy wydarzeń:
Recenzje talii Tarota i innych kart do wróżenia:
Felietony ogólnomagiczne:
Plus drobiazgi, krótsze notki, ogłoszenia i bieżące sprawy. Po podsumowaniu doszłam do wniosku, że spokojnie starczyłoby na trzy grube książki! Zapraszam do lektury :) |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
* Moje strony i blogi
Bazy astrologiczne
Ciekawe fora
Galerie Tarota
Ulubione blogi
Ulubione strony
Tagi
|