|
środa, 18 maja 2011
Kociaki szukają domu!
Trzy dwumiesięczne kociaki (ur. 19 marca) szukają dobrych domów! Kociaki są odrobaczone, miłe i wesołe. Jędzą wszystko, załatwiają się do kuwety. Będą wspaniałymi towarzyszami :) Kociaki mieszkają pod Warszawą, mogę dowieźć w dowolne miejsce :) Kontakt w sprawie adopcji: Dorota Rzepecka, 602-493-473 dorocinska@wp.pl Aktualne zdjęcia (z 29 maja):
wtorek, 28 grudnia 2010
Prognostyka w astrologii porównawczej
Prognostyka w astrologii porównawczej Dobry horoskop porównawczy nie może się
obyć bez dokładnej analizy tranzytów i progresji, zarówno do horoskopów
urodzeniowych, jak i do horoskopu kontaktowego. Jest to szczególnie
ważne w przypadku najczęstszego typu horoskopu porównawczego, czyli
horoskopu dla pary planującej ślub lub przeżywającej kryzys w związku.
Trudne i długotrwałe tranzyty (Uran, Neptun i Pluton mogą wpływać na
nas przez kilka lat!) potrafią bowiem całkowicie kogoś zmienić. Zmiany te bywają trwałe, gdy pod wpływem przejść i kontaktów z innymi dana osoba przechodzi wewnętrzną przemianę, czasem wręcz wywracając do góry nogami swój system wartości i podejście do świata, ale bywa też tak, ze tranzyt wydobywa z niej tylko na jakiś czas czające się gdzieś na peryferiach jej osobowości potrzeby i pragnienia, nasilając je wielokrotnie, a po przejściu trudnego i mocnego tranzytu taka osoba wraca do swojego normalnego stanu, który dla osób poznanych w tym okresie często okazuje się ciężkim szokiem. Jeśli któraś z osób w momencie ślubu ma mocny i nieharmonijny tranzyt Neptuna,
za jakiś czas , gdy tranzyt minie, może się po prostu... odkochać. Bez żadnych wydarzeń, po prostu nagle spadną jej z oczu różowe okulary i rozpłynie się romantyczna mgiełka. Rozmarzona ofiara tranzytu Neptuna, żeglująca po neptunicznym morzu perłową łodzią, nagle budzi się z pięknego snu i stwierdza, że to nie dla niej, bo jej miejsce jest w podwodnej łodzi kapitana Nemo, pod banderą pirackiego statku, albo na pokładzie solidnej kupieckiej barki. A tu ocean wokół i nie ma się jak wydostać... Tak
samo osoba po zakończeniu tranzytu Neptuna może się nagle ocknąć po rozwodzie, gdy zdecydowała się na nowy
związek z kim innym, i odkryć, że w pogoni za szczęściem zaprzepaściła bezpowrotnie coś cennego i bardzo
tej decyzji żałować. Pod wpływem silnego tranzytu Neptuna nigdy nie myśli się trzeźwo. Nawet
osoby bardzo neptuniczne z urodzenia ulegają iluzjom na tych
tranzytach, choć w sumie one robią wtedy najmniej głupstw, - przynajmniej przez porównanie z tym, co i tak robią, kiedy tranzytu nie ma. Z kolei osoba będąca pod wpływem mocnego tranzytu Urana ma
taką potrzebę zmian i wprowadzenia rewolucyjnego pierwiastka w swoje
życie, że bardzo często zwyczajnie nie nadaje się w tym okresie do budowania niczego
trwałego - chyba że oczywiście jest z urodzenia mocnym Uranikiem, wtedy
jest po prostu jeszcze bardziej sobą i czuje się całkiem nieźle w tym okresie. Uran z natury jest egocentryczny i osoby z mocną pozycją tej planety w horoskopie urodzeniowym są nastawione na rozwój, na przekraczanie własnych granic, na doświadczanie rzeczy niezwyczajnych. Szara codzienność uraników nudzi. Każdy ma w sobie tęsknotę za niezwykłością, która nasila się podczas tranzytów Urana: jednak większość, choć często nie lubi się do tego przyznawać, woli zwyczajne, poukładane życie w obrębie norm społecznych, które reprezentuje Saturn. Tranzyt Urana u wielu osób łączy się z tzw.
kryzysem wieku średniego, gdy wiele osób zaczyna dusić się w swoim
szarym życiu i często ucieka w romanse, co jest łatwiejszym i na
krótką metę bardziej dowartościowującym wyjściem, niż znalezienie
nowego fascynującego hobby czy grupy przyjaciół. Budowanie pasji czy relacji z ludźmi wymaga czasu i cierpliwości, a podczas tranzytu Urana cierpliwość i wytrwałość nie są tym, co człowiek ma w nadmiarze. Po minięciu tranzytu
Urana wiele z tych osób, które w napadzie szaleństwa urządziły rewolucję w swoim życiu, ma ochotę z powrotem włożyć stare ciepłe
kapcie i zapomnieć o okresie burzy i naporu. Świetnym filmem instruktażowym, co się dzieje na tranzycie Urana, jest Vicki Christina Barcelona Woody'ego Allena: jedna z bohaterek, przeciętna młoda kobieta ze starannie ułożonymi planami na życie, porządnie zaplanowaną przeszłością u boku solidnego narzeczonego, spędza szalone wakacje w Hiszpanii: przeżywa fatalne zauroczenie, oddycha innym powietrzem, poznaje nieznany smak życia, robi rzeczy, które nie przyszłyby jej wcześniej do głowy - a po tym wszystkim z ulgą wraca do swojej zwykłej roli. Uran jest dla niej łagodny: dziewczyna przeżywa przygodę, za którą nie płaci wysokiej ceny, a która pozwala jej uświadomić sobie, że woli zwykłe, porządne i poukładane życie, w zgodzie ze swoją naturą... zapewne do następnego tranzytu Urana, podczas którego zapragnie oderwać się od nudy codzienności. Paradoksalnie, czasem jednak to właśnie tranzyt Urana potrafi zburzyć stare wzorce i nakłonić kogoś do podjęcia zobowiązań - dotyczy
to szczególnie osób mocno saturnicznych, które boją się
odpowiedzialności i zbyt poważnie podchodzą do życia, bojąc się decyzji o rewolucyjnych zmianach. Związki, które rozpoczęły się na tranzycie Plutona,
po jakimś czasie - długim, bo Pluton porusza się bardzo powoli -
osobom, które ze swojej natury nie są plutoniczne, mogą okazać się zbyt
duszące, bo nie każdy potrafi i chce na co dzień mieć Wichrowe wzgórza.
Tranzyty Plutona są najbardziej niebezpieczne, szczególnie trudne
aspekty (koniunkcja, kwadratura, opozycja) do urodzeniowej Wenus, gdyż
trwają bardzo długo i często owocują fatalnym zauroczeniem oraz
przekonaniem, że to partner na całe życie i nawet dłużej, że dwoje
ludzie związała siła większa niż śmierć. Wszyscy zakochani, mający jednocześnie tranzyt Plutona, tak czują: że to coś wyjątkowego, bo o wiele głębszego niż to, co czują zwykli śmiertelnicy. Pociąg do mocnych wrażeń sprawia, ze ten niezwykły partner jest często osobą problematyczną: z trudnym charakterem lub skłonnościami do przemocy i toksyczny związek gotowy. Poza tym, pod wpływem tranzytów Plutona, u większości osób znacząco nasilają się potrzeby seksualne, co po zakończeniu tranzytu rodzi problemy, gdy nagle okazuje się, że dana osoba ma dość przeciętny temperament, a jej poznany na plutonicznym tranzycie partner (najczęściej mocny Plutonik z urodzenia) ma takie silne potrzeby na stałe i nie potrafi zrozumieć, co się stało, że się zmieniło. Po co w takim razie są te trudne tranzyty? I dlaczego, mimo raf i pułapek, to właśnie na tych tranzytach planet zewnętrznych większość osób podejmuje decyzje o związkach? Bo wtedy właśnie ludzie są otwarci na niezwykłe wydarzenia i wielkie życiowe zmiany. Większość ludzi jednak ma niską samoświadomość, gdyż nie ma w zwyczaju zastanawiać się nad sobą, przyznawać się do błędów i porażek, do własnych braków, ac o dopiero je analizować, nie lubi też zagłębiać się w nieprzyjemne i niebezpieczne obszary swojej psychiki. A ponieważ tranzyty planet zewnętrznych transformują człowieka metodami brutalnymi, powodując jego dezintegrację, podczas tranzytów Urana, Neptuna i Plutona ludzie są jeszcze bardziej zagubieni, i jeszcze bardziej niż zwykle poddają się zewnętrznym prądom, bez zastanawiania się, skąd wzięła się ta fala, po co i dokąd ich niesie, więc czując się lepiej lub gorzej pozwalają się nieść, aż fala opadnie, nie myśląc, co będzie dalej, gdy to nastąpi i wierząc, że to będzie trwało wiecznie. A, jak dobrze wiedzą wszyscy astrolodzy: nawet najdłuższy tranzyt w końcu mija. Dlatego warto wiedzieć, co się z nami dzieje i do kiedy to potrwa, bo wprawdzie 99% osób podczas trwania tranzytu nic z tą wiedzą nie zrobi, ale po jego zakończeniu będzie mogła na trzeźwo i świadomie ocenić, co zaszło, co się zmieniło i jaki jest nowy punkt wyjścia, bez pretensji do losu i bezrozumnego żalu o to, co nam zafundował. Punkt wyjścia, w którym trzeba na nowych fundamentach budować trwały związek - lub też zakończyć to, co po przejściu tranzytu okazuje się nie do zniesienia.
piątek, 19 listopada 2010
Lo Scarabeo wydaje karty Tarota po polsku
![]() Mam świetną wiadomość dla polskich tarocistów: włoskie wydawnictwo Lo Scarabeo, jeden z największych wydawców na rynku Tarota i innych kart do wróżenia, wydaje karty w polskiej wersji językowej! Na kartach są polskie podpisy, a do kart dołączona jest książeczka z instrukcją w języku polskim. Karty ukazują się we wspólnej wersji językowej po polsku, słowacku, czesku, węgiersku i rumuńsku.
Na razie dostępne są następujące talie: Universal Rider-Waite - modyfikacja klasycznej talii Ridera-Waite, od oryginału różni się inną kolorystyką i detalami na obrazkach; Tarot Art Nouveau - piękna barwna talia autorstwa Antonelli Castelli (pisałam o niej tutaj), Tarot Aniołów i Tarot Egipski.
czwartek, 18 listopada 2010
Kwiaty doktora Bacha
![]() W wydawnictwie Lo Scarabeo ukazała się nowość - "Bach Flowers", czyli talia kart dla osób stosujących terapię kwiatową doktora Bacha. Jest to łądna, kolorowa talia, namalowana przez Antonellę Casteli, artystkę współpracującą z Lo Scarabeo, autorkę tarota Art Nouveau (pisałam o nim tutaj), Tarota Czarodziejów (The Sorcerers Tarot), Tarota Kwiatowych Duszków (Spirit of Flowers Tarot) i Wyroczni Astrologicznej (The Astrological Oracle).
Edward Bach (1886-1936) był brytyjskim lekarzem bakteriologiem. Inaczej niż większość współczesnych lekarzy, którzy zajmują się leczeniem chorób i ich zapobieganiem, Bach szukał przyczyn chorób ciała w problemach duszy. Wierząc, że ważniejsze niż leczenie skutków jest leczenie przyczyn, opracował zestaw 38 esencji na bazie roślin. Specjalne metody uzyskiwania ekstraktów miały sprawić, że przeniknie do nich dobroczynna energia każdej z nich. Dzięki temu pacjent, zażywający krople Bacha, otrzymuje dawkę uzdrawiającej i harmonizującej jego psychikę energii. Np. ekstrakt z werbeny uspokaja stany napięcia psychicznego i łagodzi je, pozwalając uzyskać równowagę wewnętrzną i zdrowy dystans do tego, co dzieje się w otaczającym świecie. Werbena jest, nawiasem mówiąc, rośliną bardzo wysoko cenioną i często stosowaną w perfumiarstwie ze względu na ożywczy świeży zapach. ![]() Werbena według XIX-wiecznej ryciny, źródło:Wikipedia Dziś terapia Bacha ma wielu zwolenników na całym świecie. W Polsce można zaopatrzyć się w jego esencje w aptekach, sklepach zielarskich oraz w Internecie. ![]() Karty Bach Flowers - nowość wydawnictwa Lo Scarabeo Talia "Kwiaty Bacha" jest narzędziem pomocniczym dla osób stosujących terapię Bacha. Zawiera 38 kart z rysunkami kwiatów, z których pozyskiwane są esencje. Karty są namalowane w barwnym i dekoracyjnym stylu Art Nouveau, podobnie jak Wyrocznia Astrologiczna i Tarot Art Nouveau. Do kart dołączona jest książeczka, będąca małym kompendium wiedzy o Terapii Kwiatowej dr. Bacha. Będzie to na pewno udany zakup dla miłośników twórczości Antonelli Castelli z jednej, a zwolenników terapii Bacha z drugiej strony. Osobiście uważam, że nie istnieje jakikolwiek cudowny eliksir, mogący wyleczyć problemy duszy, bo takich cudów na świecie nie ma, ale tego rodzaju olejki - zarówno ekstrakty Bacha, jak i olejki aromaterapeutyczne, są dobrym środkiem wspomagającym. Na pewno warto, szczególnie w jesienną czy zimową szarugę, gdy brak nam słońca, sięgnąć po trochę pozytywnej i radosnej kwiatowej energii. Informacje o terapii kwiatowej Bacha: Portal Zielarnia.pl Centrum Terapii Bacha
piątek, 24 września 2010
Wykład o Tarocie i astrologii - Warszawa, 2.10.2010
![]() Serdecznie zapraszam na dwa wykłady otwarte, które odbędą się w sobotę 2 października w Warszawie w godz. 17.00-19.30, przy ul. Grzybowskiej 3 lok. 12 (6 piętro) 20 w Centrum Szkoleń LBCT, blisko Metra Świętokrzyska.
WSTĘP WOLNY. Wykład: "Astrologia karmiczna" (Józefina Jagodzińska) Człowiek od niepamiętnych czasów fascynuje się tajemnicami życia i śmierci - tego, czy jego egzystencja pozostawi jakiś ślad, tego, czy ma sens i w końcu tego, czy kiedy odejdzie, jego unikalna osobowość rozpłynie się w nicości, czy też przejdzie w jakąś inna formę? Ludzie, którzy mieli doświadczenia na granicy śmierci, nie mają wątpliwości co do tego, co będzie z nimi dalej. Nie mają ich też ci, którzy w dzieciństwie pamiętali swoje poprzednie wcielenie, albo na skutek np. medytacji otwarła im się pamięć tego, kim byli w poprzednich wcieleniach. Cała reszta ludzkości interesuje się tym tematem niejako z drugiej ręki, próbując rozgryźć go na różne sposoby. Dzięki temu rozwijają się sztuka, religia, medycyna, a także różnego rodzaju praktyki i techniki ezoteryczne. Jedną z nieinwazyjnych metod oglądu tego, kim byliśmy kiedyś i co z tego wynika na dziś jest astrologia karmiczna. Wykład: "Tarot - jak działa niezwykła talia kart" (Dorota Rzepecka) Każdy, kto zetknął się z Tarotem, zastanawia się, w jaki sposób "to działa". Osoby regularnie stawiające karty są przyzwyczajone do ich skuteczności, podobnie jak Ci, którzy od czasu do czasu przychodzą na wróżbę i dzięki temu wykorzystują w swoim życiu informacje, jakie uzyskują tą drogą. Z ezoterycznego punktu widzenia przyszłość jest siecią krzyżujących się dróg, z których dusza wybiera sobie jedną, którą podąża. Na wykładzie usłyszymy o zasada synchroniczności, o tym czym jest los, jak go można odczytać, a także jak go kształtować, tak by przyniósł pożytek nam samym, ważnym dla nas osobom i światu. Po wykładach nastąpi pierwsza publiczna prezentacja Wielkich Arkanów talii Blueberry Tarot, autorskiej talii Józefiny Jagodzińskiej, która powstaje od 2007 roku. Wykłady zainaugurują rok akademicki 2010/2011, w którym zapraszamy na kolejna edycję kursów Tarota i astrologii dla początkujących i zaawansowanych.
czwartek, 19 sierpnia 2010
Kurs Tarota i astrologii w Warszawie
![]() jak co roku, zapraszamy na 9-miesięczne kursy Tarota i astrologii w Warszawie - start 9 października.
Obydwa kursy są I stopnia - dla osób, które właśnie teraz zdecydowały
się rozpocząć przygodę z tradycją ezoteryczną, jaką od wieków tworzą i
astrologia, i Tarot. Kameralne grupy zapewniają wysoki poziom nauczania
i umożliwiają indywidualne ćwiczenia każdemu uczestnikowi kursu, co
daje taką jakość nauczania, jaką uważamy za nieodzowną na naszych
kursach.
TAROT październik 2010 - czerwiec 2011
Na kursie Tarota I stopnia poznasz tajniki wróżenia z najsłynniejszej
magicznej talii kart i nauczysz się posługiwać Wielkimi i Małymi
Arkanami, rozumieć ich archetypowe znaczenia oraz stosować je w praktyce
do medytacji i wróżenia.
Na zajęciach stosujemy ćwiczenia i pomoce dydaktyczne, urozmaicające i przyspieszające naukę: · różnorodne talie współczesne i historyczne do ćwiczeń, · liczne ilustracje i plansze do nauki rozkładów, · żywe obrazy, które unaoczniają symbolikę Tarota, · testy psychologiczne, skojarzeniowe i ewaluacyjne. Więcej informacji: www.uni-garden.com/artykul-223,,-.html ASTROLOGIA październik 2010 - czerwiec 2011
Na kursie astrologii I stopnia zapoznasz się z kluczową dla astrologii
symboliką, a więc poznasz znaczenie niezbędnych do interpretacji
elementów horoskopu, takich jak:
· znaki Zodiaku, żywioły i jakości oraz władztwa planetarne, · 12 sektorów horoskopu, czyli domy astrologiczne, · planety - ich archetypowe znaczenia i funkcje, jakie sprawują w życiu człowieka, · aspekty horoskopu i ich modyfikujący wpływ na energię planet, · figury aspektów i współczesne typy wzorów planetarnych, · aktualne tranzyty jako żywe przykłady oddziaływań planetarnych. Więcej informacji: www.uni-garden.com/artykul-416,,-Kursy_Astrolog...
Od pierwszych zajęć uzupełniamy część teoretyczną zajęciami
praktycznymi, dzięki którymi utrwalasz i od razu wykorzystujesz zdobytą
wiedzę w praktyce, już w trakcie kursu.
Cały kurs I stopnia to w sumie 63 godzin zajęć - 2 spotkania w miesiącu po 3,5 godziny. Każda grupa ma swoje oddzielne forum dyskusyjne, gdzie robimy ćwiczenia i dyskutujemy o tym, co robiliśmy na zajęciach, odpowiadamy na pytania i zamieszczamy aktualne informacje dotyczące danego rocznika studentów. Aby dostać się do wybranej grupy, napisz do nas na adres uni.garden@gmail.com / zadzwoń 0 508 967 019 i zapisz się na zajęcia :) Jest wielu chętnych do grupy tarotowej, więc o przyjęciu do grupy sobotniej zadecyduje kolejność wpłat za pierwszy miesiąc nauki. Jeśli zbierze się 2 grupa, uruchomimy dla nich zajęcia następnym możliwym wolnym terminie. Serdecznie zapraszamy, Józefina Jagodzińska & Dorota Rzepecka
czwartek, 13 maja 2010
Jowisz też miewa kryzysy :)
![]() W Gazecie Wyborczej ukazała się dziś zabawna informacja o Jowiszu: Do tej pory zdjęcia powierzchni Jowisza pokazywały dwa ciemne pasy w pobliżu równika planety - jeden na półkuli północnej, drugi na południowej. Jednak najnowsze fotografie, wykonane na początku maja, pokazują, iż Jowisz gdzieś "zgubił" swój południowy pasek. Na koniunkcji z Uranem nawet Jowiszowi zdarza się coś niespodziewanie zgubić, więc my zwykli śmiertelnicy nie powinniśmy się zanadto martwić. Kwiecień był ciężkim miesiącem, maj również nie należy do najłatwiejszych. Merkury dopiero wczoraj wyszedł z retrogradacji, która paskudnie utrudniała życie w pracy. Saturn cofa się w znaku Panny, więc na wierzch wychodzą znów stare problemy i sprawy, które nie zostały porządnie do jesieni zeszłego roku załatwione, a tylko sprzątnięte metodą zamiatania pod dywan. Jego opozycja z Uranem w Rybach wprowadza nerwową atmosferę, wzmaga skłonność do pochopnych decyzji, nagłych rozstań i podejmowania się ryzykownych zadań i przedsięwzięć. A Jowisz, w koniunkcji z Uranem, jeszcze powiększa efekty specjalne tego układu - wszyscy marzą o wielkiej życiowej wygranej, a tu lipa. Na szczęście zbliża się czerwiec - pod koniec maja Saturn wchodzi w ruch prosty, a potem tuż po sobie do znaku Barana wchodzą Uran (jeszcze w maju) i Jowisz (już w czerwcu). Zapowiada się, że świat nabierze przyspieszenia - ludzie odkleją się od komputerów i zauważą, że życie nie sprowadza się do Facebooka i Naszej Klasy. Rzeczywistość wirtualna zejdzie na drugi plan. Nareszcie! Choć nie wszystkich to będzie cieszyć - świat przestanie się patyczkować, przeznaczenie weźmie się ostro do roboty, będą spadać cegłówki na głowy tych, którym na Rybach jakoś zawsze udało się wyślizgnąć od odpowiedzialności i kary. A w lipcu Saturn ostatecznie wejdzie w znak Wagi. Już teraz zapowiada się wielka fala udanych ślubów. Rozwodów także - Saturn w Wadze bezlitośnie rozliczy związki zawierane byle jak i byle po co, nie tylko miłosne, ale też biznesowe. W każdym razie, jak zawsze tuż przed ingresem, w powietrzu wisi histeria - nawet Jowisz gubi paski! Zjawisko trzeba przeczekać, a jeszcze lepiej - zdać się na intuicję i spróbować popłynąć na fali, póki jeszcze i Uran, i Jowisz są w Rybach. Wszak gubi się coś przede wszystkim po to, aby kto inny mógł to znaleźć. A jak pisze mój ulubiony Pratchett: "Aby doświadczyć szczęśliwej odmiany losu w ostatniej chwili, trzeba swój los doprowadzić do ostatniej chwili". Końcówka pobytu Jowisza i Urana w Rybach, a Saturna w Pannie zaowocuje z pewnością niejedną niespodzianką.
wtorek, 20 kwietnia 2010
John Frawley, Rzeczywista astrologia
![]() Ubolewałam już nieraz nad ubóstwem polskiego rynku książki astrologicznej, na którym każda pozycja za poziomie cokolwiek wyższym niż absolutne podstawy jest dużym wydarzeniem, szczególnie jeśli jest to tłumaczenie znanego zagranicznego autora. Dlatego natychmiast po ukazaniu się w Polsce książki Johna Frawleya, zwolennika astrologii tradycyjnej, udałam się do księgarni. “The Real Astrology”, polski tytuł “Rzeczywista astrologia”, ukazała się nakładem Wydawnictwa KOS. ![]() Już sama okładka wzbudziła we mnie pewien niepokój zapewnieniem, że autor w niniejszej pracy rozprawia się bezlitośnie z "rozmydloną i zniekształconą" współczesną astrologią. No nic - pomyślałam - okładka nie świadczy o książce, gdyż wydawcy potrafią na niej wypisywać, co im ślina na język przyniesie, w nadziei, że zwiększy to sprzedaż książki. Niestety - tym razem złe przeczucia okazały się słuszne. Co najmniej pół książki Frawleya to wywody na temat tego, jak autor wyobraża sobie astrologię współczesną i dlaczego jest ona do niczego,w przeciwieństwie do astrologii, tradycyjnej, którą zajmuje się on sam. To właśnie ona jest tą "rzeczywistą", jedyną słuszną i prawdziwą astrologią.
Jego wyobrażenia na temat tego, jak interpretuje horoskop astrolog humanistyczny są bardzo rozbieżne z rzeczywistością. Wedle autora, główny "grzech" astrologii współczesnej, to jej mariaż z psychologią. A - jak twierdzi Frawley -„ogromna atrakcyjność sfer psychologicznych polega oczywiście na tym, że są one całkowicie niesprawdzalne”. Otóż są, a za pomocą narzędzi astrologicznych można je bardzo głęboko i dokładnie zbadać i opisać. W innym miejscu wyśmiewa odczytywanie z horoskopu kwestii wrażliwości danej osoby. Argumentuje bowiem, że każdy uważa się za osobę wrażliwą i dlatego każdemu można wmówić, że taki jest. To prawda, ale tak samo prawdą jest, że to można bardzo łatwo zweryfikować, pytając, kiedy ta osoba ostatni raz wpłaciła datek na schronisko dla zwierząt lub podarowała kwiatki samotnej starszej pani z sąsiedztwa. Poza tym, już abecadło astrologiczne mówi o różnicach we wrażliwości np. Księżyca w Baranie i Raku! Ręce mi opadły, nie po raz pierwszy i ostatni podczas lektury tej książki. Wedle wyobrażeń Frawleya, praca astrologa współczesnego polega na zapewnianiu każdej osoby o jej wrażliwości, wyjątkowości i marnowanym potencjale oraz o niezrozumieniu w rodzinnym domu, czyli za odbębnianiu każdym razem tego samego standardowego tekstu prezentowanego każdej osobie, która pragnie tylko dowartościować się, słuchając przez kilka godzin na swój temat. Otóż jest to wierutna bzdura. Astrologia humanistyczna polega na tym, że człowiek potraktowany jest indywidualnie, jako jedyna w swoim rodzaju i wyjątkowa jednostka ludzka, która jednocześnie jest częścią gatunku ludzkiego. A astrolog nie zostaje astrologiem humanistycznym dlatego, że nie umie dokładnie przewidywać zdarzeń, a dlatego, że w centrum jego uwagi jest człowiek w całej swojej złożoności, człowiek, który dzierży stery swojego życia i bynajmniej nie jest bierną ofiarą przeznaczenia. Jak precyzyjnie potrafi analizować współczesny astrolog - mam do dziś zachowane analizy, jakie robiła mi kiedyś śp. Justyna Reiner i są to przenikliwe, ostre jak brzytwa i bardzo, bardzo trafne uwagi. Nie mają nic wspólnego z bełkotem, o jaki autor książki oskarża astrologów współczesnych. Oczywiście w centrum zainteresowania autora znajduje się astrologia horarna, coraz modniejsza ostatnimi czasy, także w Polsce. Dlaczego akurat ta gałąź tak bardzo ludzi przyciąga? Podejrzewam niestety, że większość miłośników horarnej używa tego samego argumentu, co autor książki. Otóż jest ona szybka i pozwala zrobić wiele horoskopów w krótkim czasie, podczas gdy solidna analiza horoskopu urodzeniowego i tranzytów zajmuje bardzo dużo czasu. Czyli, jak pisze wprost Frawley - astrologia horarna jest dla astrologa świetną metodą, jak zarobić, żeby się nie narobić. Przerażająca argumentacja. Autor przyznaje też, że porządna interpretacja horoskopu urodzeniowego wymaga subtelności, której większość astrologów nie posiada. W każdym zawodzie są artyści, rzemieślnicy i partacze, a im zawód trudniejszy i atrakcyjniejszy, tym więcej partaczy, mniej uczciwych rzemieślników i jeszcze mniej prawdziwych artystów z talentu, powołania i lat ciężkiej pracy. Dlaczego jednak należy równać średnią w dół? Czyli - w opinii autora - horarna jest łatwiejszą odmianą astrologii, dla mniej zdolnych i bardziej leniwych. No cóż - przykro mieć takie zdanie na temat własnej pracy. Bardzo źle to świadczy o człowieku, jeśli nie ma szacunku dla dziedziny, której poświęca swoje zawodowe życie. Niespecjalnie interesuje mnie astrologia klasyczna, szczególnie Bóg wie czemu tak modna ostatnio astrologia horarna – wolę dociekać przyczyn zjawisk i zgłębiać tajemnice ludzkiej psychiki, niż szukać w gwiazdach odpowiedzi na pytania, czy mam kupować samochód zielony, czy czerwony, albo kto wygra mecz, ale nie zamierzam z powodu swoich poglądów zaprzeczać działaniu czy sensowi istnienia całej tej gałęzi. Większość ludzi jest prosta i chce jedynie usłyszeć konkretną odpowiedź na konkretne pytanie: tak, nie, 5 czerwca będzie padać, nowy odkurzacz szybko się zepsuje, Janek nie oświadczy się Krysi tego lata, Jadzia dostanie dużą premię, Zenek spłodzi syna, a beznadziejnego szefa wkrótce zwolnią. Nie każdy człowiek wierzy, że sam trzyma ster swojego życia i chce od współczesnego astrologa dowiedzieć się, jakie czekają go prądy, rafy i burze, żeby samemu obrać korzystny kurs i dopłynąć do swojego celu. Mało kto w ogóle ma szerszą świadomość swojego życia, wzajemnego powiązania odległych nieraz w czasie zdarzeń. Tak zwaną większość interesuje mikroskala, nie makroskala. Woli ona czuć się jak miotana wichrami skorupka na falach oceanu i u astrologa dowiadywać się, kiedy ich rzuci do jakiego portu i o jakie skały się muszą jeszcze poobijać i porozbijać, zanim los rzuci ich do miejsca przeznaczenia. Niestety - większość ludzi po prostu woli żyć na niskim poziomie samoświadomości i nie brać odpowiedzialności za własne życie, działania i związki, bo to wymaga przyznania, że skoro coś jest nie tak, to widać ja coś robię źle, więc trzeba się ruszyć i to w sobie zmienić, żeby nie popełniać więcej błędów, a to - jak wiadomo - boli i wymaga wysiłku, a przede wszystkim bolesnego dla ego przyznania: to ze mną jest coś nie tak, nie ze światem. Lepiej czekać, co los przyniesie i wyśmiewać modne słówko "przepracować". No cóż - można i tak... Nie słyszałam jednak, żeby ktokolwiek osiągnął w jakiejkolwiek dziedzinie sukces dzięki temu, że siedział i czekał, aż coś samo się zdarzy, patrząc nerwowo w horoskop, kiedy układy planet będą sprzyjały jego planom, zamiast zakasać rękawy i wziąć się do roboty, ale może gdzieś takie cuda się zdarzają? Wracając do książki. Rozbawiły mnie uwagi o tym, dlaczego autor nie widzi uzasadnienia dla stosowania w horoskopie Urana, Neptuna i Plutona – według autora powszechne dzisiaj twierdzenie, że ludzkość jest na wyższym poziomie rozwoju, niż dwa tysiące lat temu, to szczyt pychy. Proponuję na dzień dobry zastanowić się, jaka jest różnica w liczbie ludzi, którzy teraz i wówczas umieli czytać, albo mają możliwość poznać kawałek świata poza swoją rodzinną wsią. Cywilizacja nasza rozwinęła się w sposób niemal niewiarygodny i cała ludzkość też. Wprawdzie mamy też doskonałe metody masowego mordu i światowy terroryzm, ale jednak przeważają pozytywy - poprawa warunków życia, jego długości, dostęp do edukacji, zdobycze medycyny i techniki, możliwości swobodnego poruszania się po rozległych obszarach naszego globu. Tylko ślepiec nie widzi, że wskutek tego ludzkość jest na dużo wyższym stopniu rozwoju niż w epoce, gdy tylko elita miała dostęp do wiedzy, do żywności, do leków, zabiegów higienicznych... A czy planety transsaturniczne działają w horoskopie? Działają jak złoto, co więcej - są horoskopy, które bez zastosowania w interpretacji transsaturników są czytelne zaledwie w połowie, a czasem i mniej. Horoskop samego Frawleya do takich należy! Rezygnowanie w interpretacji horoskopu urodzeniowego, tranzytów czy synastrii z Urana, Neptuna i Plutona, to zabieranie sobie bardzo precyzyjnego narzędzia. Zabawne jest też oburzenie, z jakim autor wyśmiewa współczesna teorię, że Uran jest patronem astrologów jako wyższa oktawa Merkurego, a wedle zasad tradycyjnych to przecież Merkury osobiście patronuje Królewskiej Wiedzy i jej adeptom. W horoskopie Frawleya Merkury znajduje się we władztwie, tj. w Bliźniętach. Nic dziwnego, że autor woli twierdzić, że to Merkury jest patronem astrologii, gdyż ta akurat teoria pasuje lepiej do jego horoskopu - wedle niej, ma bardzo mocno posadowionego patrona astrologów. Z kolei znak Wodnika w jego horoskopie jest pusty, a Uran znajduje się w tradycyjnym Raku, ale za to w mocnych układach: w koniunkcji z Jowiszem, w połkrzyżu z Wenus w Baranie i Neptunem Wadze oraz w mistycznym prostokącie z Saturnem w Skorpionie, Ceres w Koziorożcu i Słońcem w Byku. Trzeba naprawdę mieć upór Słońca w Byku w czwartym domu i Saturna w Skorpionie na MC, żeby zawzięcie twierdzić, że cała reszta nie istnieje i nie działa, bo nie pisali o tym w starych księgach! Nie nadszedł wcale wiek XXI, mnie ma Urana, nie ma Neptuna, nie ma Ceres - czyli wedle Frawleya nie ma w jego własnym horoskopie najmocniejszych i kluczowych do jego zrozumienia układów! Można i tak, tylko po co? Każdy astrolog współczesny jednak z pewnością doceni zabawność faktu, że to właśnie astrolog z mocno aspektowanym Uranem w Raku robi w astrologii rewolucję, która polega na powrocie do tradycji i zaprzeczaniu wszystkim odkryciom z ostatnich kilkuset lat. Rozdział o synastrii to jakiś zły sen. Oczywiście autor udowadnia, że współczesny astrolog jest wobec tajemnicy związku dwóch ludzi kompletnie bezradny. Jednak jego próba pobieżnej analizy horoskopu Joanne Woodward i Paula Newmana pokazuje, że autor na synastrii po prostu niezbyt się wyznaje. Jest to znana każdemu specjalizującemu się w astrologii porównawczej synastria udanego wieloletniego związku. Padłam ze śmiechu, gdy zaczął udowadniać, że dla większości astrologów horoskop porównawczy tej pary to zagadka, bo nie wiadomo, dlaczego akurat ze sobą stworzyli tak udane małżeństwo i dopiero “rzeczywista astrologia” może dać odpowiedź na to pytanie. No ludzie! Toż nad tą akurat synastrią pieje nawet bardzo początkujący astrolog! Podwójny nelson świateł w znakach Ryb i Wodnika, jedna koniunkcja znakowa, druga dość ścisła, sekstyl Marsów, sekstyl Wenus, koniunkcja ascendentów – trudno znaleźć lepsze dopasowanie i zrozumienie. Sprawdziłam doświadczalnie na moich uczennicach. Nie da się nie zauważyć oczywistych układów tej synastrii. Natomiast rozważania o "zgodności temperamentów" autora są bardzo mało precyzyjne, a zastanawianie się, czemu obie połówki tej pary nie znalazły sobie kogoś innego i podawanie przykładów typu "Iksińska miała ściślejsze aspekty swojej Wenus i Jowisza do jego Słońca" wskazuje, że autor ma bardzo liche pojęcie o tej działce astrologii. Jeśli ktoś uważa, że koniunkcja Słońce-Wenus, choćby najściślejsza, jest mocniejsza niż Słońce-Księżyc, to nie mam więcej pytań. Taka osoba nie zna podstaw astrologii porównawczej. Jak można się domyśleć, nie polecam tej książki - może gdyby wyciąć z niej fragmenty, które autor poświęca na mało błyskotliwą i okraszoną ciężkawym dowcipem krytykę współczesnej astrologii, to zostałby użyteczny podręcznik astrologii horarnej. Co prawda byłby co najmniej o połowę chudszy, ale za to rzeczywistej treści byłoby w nim tyle samo, i to znacznie lepiej przyswajalnej. Niestety, bufoneria i zacietrzewienie autora z zabójczą skutecznością niszczą wartość tej książki. Jej lektura to mozolne odsiewanie plew, których jest znacznie więcej, niż ziaren. Podejrzewam niestety, że zarówno ta pozycja, jak i stanowisko autora wobec współczesnej astrologii znajdą wielu zwolenników - którzy idąc w jego ślady będą poświęcać większą część swojej uwagi na potępianie w czambuł astrologii współczesnej, zamiast zająć się swoja działką, zgłębianiem i przekazywaniem jej tajników. Nazwisko Frawleya będzie wkrótce odmieniane przez wszystkie przypadki, jako koronny argument zwolenników astrologii tradycyjnej, zwalczających astrologię współczesną. Niestety, jak psiał Lew Tołstoj: "wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce ". Pozostaje mieć nadzieję, że ta książka to kolejny etap większego astrologicznego planu wydawniczego wydawnictwa Kos, które wydało m.in. książkę dwóch astrolożek z Katowic, Elżbiety Kłobus i Zofii Wieczorek. Byłoby miło, gdyby ta oficyna postanowiła poszerzyć swoją ofertę z astrologii. Co rzadkie na polskim rynku, Kos stara się wydawać książki jak należy. "Rzeczywista astrologia" jest porządnie przetłumaczona i zredagowana, a polskie wydanie książki konsultowała pod względem merytorycznym Beata Kibil. Konsultacja merytoryczna jest niezbędna przy tłumaczeniu literatury specjalistycznej, bo dzięki niej czytelnik nie zgrzyta zębami, a częstym zjawiskiem nie jest... Liczę po cichu na to, że inne wydawnictwa pójdą w ślady Kosa i zaczną dbać o poziom wydawniczy swoich książek, ku zadowoleniu polskich miłośników Królewskiej Wiedzy, których jest coraz więcej.
czwartek, 04 marca 2010
Kursy Tarota 2010 - Tarot Warszawa
Kursy Tarota 2010 - Tarot Warszawa Warszawa, kwiecień - grudzień 2010
Zajęcia odbywają się w centrum Warszawy, na ul. Grzybowskiej, blisko Józefina Jagodzińska i Dorota Rzepecka
środa, 17 lutego 2010
Muzyka duszy
Na niebie nad nami koniunkcja Wenus z Jowiszem w Rybach, rozchodzi się powoli koniunkcja Słońca z Neptunem w Wodniku. Wielu astrologów hurraoptymistycznie zachwala te układy jako wyjątkowo sprzyjające romantycznym przypływom uczuć, spełniające marzenia itd. Tymczasem układy planet ostatnich dni objawiają się u większości ludzi tym, że snują się w amoku, zagryzają smutki czekoladowymi serduszkami, starają się zapomnieć o rozczarowaniach w oparach alkoholu, w udziwnionych perwersjach szukają ucieczki od nudy, gotowi zapłacić każdą cenę, żeby tylko kupić chwilę przyjemności, która na chwilę zapewni pustkę istnienia. Wszystko ma być łatwo i szybko. Gdzieś w tym wszystkim gubi się to, co najważniejsze - dusza. Dlatego z okazji niedawnego Święta Zakochanych - horoskop niezwykłej pary. Ludzi, którzy nie byli księżniczką ani księciem z bajki, ani nie żyli długo i szczęśliwie, lecz za to długo siebie szukali, by zgubić się i odnaleźć ponownie, którzy w imię swojej trudnej miłości potrafili walczyć nie tylko z wrogim światem, ale ze swoimi kompleksami, problemami i wzajemnymi urazami. John Lennon i Yoko Ono. John Lennon, ur. 9.10.1940, 18:30, Liverpool John Lennon urodził się 9 października 1940 roku w Liverpoolu, ze Słońcem w znaku Wagi. Jego horoskop jest bardzo mocno zorientowany mentalnie, wskazujący na dwie sprzeczne tendencje: nieumiejętność istnienia w oderwaniu od innych ludzi i bardzo silna osobowość, mająca wbrew pozorom uprzejmości i ugodowości wielkie trudności z pójściem na kompromis. O pierwszej tendencji mówi położenie słońca i Marsa w Wadze (bez partnerki nie umiem się zdefiniować jako człowiek ani jako mężczyzna), Księżyc w Wodniku (bez innych ludzi nie wiem, co czuję), Merkury i Ceres w VII domu (moje myśli muszą odbić się w drugim człowieku, bez tego niknie kreatywność i źródło inspiracji). Słońce znajduje się w trudnej opozycji do Lilith, a w dodatku na descendencie od strony VI domu. Jednocześnie jest w jednym z najbardziej niekomfortowych domów dla Słońca oraz w koniunkcji z punktem "Ty", ale od strony domu mówiącego o relacjach pan-sługa, a nie związkach partnerskich.Na drugą tendencję wskazuje wielki krzyż w znakach stałych: Saturn i Jowisz w Byku, Pluton w Lwie, Ceres i Merkury w Skorpionie oraz Księżyc w Wodniku. Wszystkie cztery znaki są uparte i odmawiają zarówno światu, jak i sobie prawa do zmiany. Dlatego też świat często właśnie te osoby musi mocno doświadczać, by zmieniły cokolwiek w sobie i swoim życiu. Po prostu nie ma innego wyjścia. Władający Księżycem Uran znajduje się w upadku w stałym Byku, co też nie sprzyja życiowej elastyczności. Yoko Ono, ur. 18.02.1933, 20:30, Tokio Yoko z kolei bardzo mocno obsadzony znak Wodnika, co w horoskopie kobiety nigdy nie jest łatwe, nawet w dzisiejszym nowoczesnym świecie Kilkadziesiąt lat temu taki układ był jeszcze bardziej bolesny dla jednostki spragnionej wolności myśli, a zmuszonej do ciągłego szarpania się z ciasnym gorsetem społecznych nakazów i zakazów. W horoskopie Yoko bardzo mocne są układy pokazujące odrzucenie klasycznych ról społecznych, przypisanych kobiecie i mężczyźnie: opór wobec silnie wpajanego w dzieciństwie tradycyjnego modelu kobiecości (Wenus w koniunkcji z Saturnem w znaku Wodnika w IV domu) oraz jednocześnie niepewność odnośnie roli mężczyzny w związku i samej definicji męskości(Mars w koniunkcji z Neptunem w XII domu w Pannie). Dodatkowo w VII domu znajdował się Uran, zwiastujący trudne przejścia w związkach małżeńskich, problemy ze stabilizacją w związku i skonnośc do przyciągania ekscentrycznych, niestabilnych partnerów. Podobnie jak John, miała mało elastyczny charakter: rewolucyjny Wodnik jest znakiem stałym i tak samo trudnym do zmiany przekonań, jak Byk czy Skorpion. Siłę jej osobowości podkreślał wielki krzyż w znakach zmiennych: Neptun w koniunkcji z Marsem w Pannie w XII domu, Księżyc w Strzelcu, Merkury i Ceres w Rybach, Lilith w Bliźniętach, nakładający się ponadto na oś węzłów. W przeciwieństwie do Johna, który nastawiony był na status quo, Yoko była nastawiona na forsowanie swojej rewolucji i działanie. Ich horoskop porównawczy, interpretowany według klasycznych reguł astrologii synastrycznej, nie powala na kolana. Nie obstawiają sobie nawzajem domu małżeństwa (VII), za to mocno zaakcentowany w ich synastrii jest służebny dom VI, co wedle tradycyjnych reguł bardzo źle wróży związkowi. Nie ma żadnej mocnej i ścisłej koniunkcji ani opozycji. Wprawdzie Księżyc Johna jest w znaku jej Słońca i Wenus, ale nie łączy ich aspekt; bliżej mu do jej Saturna, co jest bardzo obciążającym układem. Także Mars Yoko i Wenus Johna, przypadające na ten sam znak, są w zbyt dużej odległości od siebie, by dać klasyczny erotyczny układ, cementujący nawet średnio dobrane pary wyjątkowo satysfakcjonującą erotyką (podobno Yoko i John mieli w tej dziedzinie poważne problemy, a niesatysfakcjonujący seks był jednym z powodów ich półtorarocznej rozłąki). Znacznie lepiej wygląda analiza według energetycznego modelu opisywanego przez Arroyo - tu występuje bardzo duża zgodność żywiołów. Yoko ma Słońce w powietrzu, Księżyc w ogniu i ascendent w powietrzu. John ma Słońce i Księżyc w powietrzu, a ascendent w ogniu. Warto zauważyć, że oboje mają w swoich horoskopach bardzo zgodny układ Słońce-Księżyc-ascendent, który jednak podwyższa wymagania, gdyż wymaga bardzo jednorodnej energii, żeby ta osoba mogła się nią na poziomie energetycznym nasycić. Taki układ daje to pole do harmonii, jednak nie tłumaczy jeszcze wyjątkowości ich relacji. Harmonijne układy porównawcze: ścisły trygon Merkurych oraz podwójny nelson Słońce/Wenus (trygon i opozycja) też wydają się za słabe, aby wytrzymać z kombinacją maleficznych układów: koniunkcją Saturna Yoko i Księżyca Johna oraz kwadraturą Saturna Johna i Księżyca Yoko. Uruchamiali sobie nawzajem dwa trudne układy w ich horoskopach urodzeniowych - John miał kwadraturę Saturna do Księżyca, a Yoko koniunkcję Saturna i Wenus. Także podwójny nelson Uran opozycja Słońce i Uran kwadratura Słońce nie dodawał harmonii tej relacji i z pewnością dla 90% par byłby nieodwracalnie niszczycielskim i zabójczym dla związku układem. Nie dziwi, że ich związek rozwijał się burzliwie. Najpierw przyjaźń, która szybko straciła platoniczny charakter, choć John szedł w zaparte i walczył o rozwód z pierwszą żoną, Cynthią, z jej winy, zaprzeczając pogłoskom o swoim związku z Yoko, która z nerwów i fatalnego trybu życia poroniła. Później szalona, zaborcza i dusząca miłość na wyłączność, gdy nigdy się ze sobą nie rozstawali, a John mówił o sobie tylko w liczbie mnogiej "my z Yoko". Potem słynny "stracony weekend" (the lost weekend), który trwał 18 miesięcy, kiedy fizycznie żyli osobno, ale utrzymywali stały kontakt. Podczas okresu rozłąki dzwonili do siebie po kilkanaście razy dziennie., co skrupulatnie notowała May Pang, oddelegowana przez Yoko do "opieki" nad Johnem podczas ich separacji. Prawdopodobnie, gdyby Yoko wytrzymała tydzień bez telefonów, John bardzo szybko by wrócił, jak to Księżyc w Wodniku odcięty od kontaktu intelektualnego, który dla niego jest ważniejszy i świadczy o większej bliskości, niż kontakt emocjonalny czy cielesny. Yoko dyskutująca godzinami z kimś innym i niemająca czasu, by z nim rozmawiać - to byłby straszny cios, o wiele trudniejszym do zniesienia, niż Yoko uprawiająca seks z kimś innym. A być może byłoby inaczej i utrata tej więzi byłaby końcem miłości, więc Yoko była mądrzejsza, że odbierała telefony? Przecież w końcu półtoraroczna rozłąka skończyła się sielanką. Yoko i John wrócili do siebie, odnaleźli spokój i miłość, o które trudno było w ich wczesniejszym życiach, także tym wspólnym, w którym oboje z nadmiaru bliskości zaczęli zatracać siebie i dusić się w relacji, którą ostatecznie - metodami bardzo kontrowersyjnymi i bolesnymi, lecz skutecznymi - umieli przerzucić na tory związku dwojga dorosłych ludzi, będących ze sobą z wolnego i świadomego wyboru, w pełnej wznajemnej akceptacji. John poświęcił się wychowaniu syna, po kilku latach wrócił do studia, by wraz z żoną nagrać swój ostatni album: Double Fantasy. Historię zakończył niespodziewanie i tragicznie szaleniec z pistoletem. ![]() okładka albumu Double fantasy, 1980 Yoko i John byli dla siebie nawzajem wybawieniem. i spełnieniem marzeń o idealnej drugiej połowie, które widać w ich indywidualnych horoskopach. Spotkanie tych dwóch jednostek było w sposób oczywisty ekscytujące dla osób uranicznych i absolutnie niezrozumiałe dla osób saturnicznych (czyli większości społeczeństwa). Oznaczało ono bowiem zetknięcie się dwóch odmiennych światów. Ona - świetnie wykształcona intelektualistka, on - prosty chłopak z robotniczej rodziny. Ona - artystka awangardowa, doceniana przez nielicznych, on - gwiazda popkultury, noszony na rękach przez fanów na całym świecie. Oboje po ciężkich, choć odmiennych przejściach. John był osierocony emocjonalnie. Matka nie interesowała się nim w dzieciństwie, potem na krótko znaleźli wspólny kontakt, gdy John był już nastolatkiem, ale wkrótce potem zmarła. Sieroctwo emocjonalne w różnym stopniu dotyka wszystkich Księżyców w Wodniku, oznaczających wyuczone w dzieciństwie odcięcie od emocji i zapewnianie sobie bezpieczeństwa emocjonalnego poprzez rozpraszanie uczuć na sprawy światowe, byle tylko nie koncentrować się na przeżyciach swoich i innych ludzi, które jawią się jako przerażająca, nielogiczna siła, zdolna zawładnąć człowiekiem wbrew jego woli. Z takim położeniem Księżyca łatwiej jest kochać wielkie sprawy i ludzkość jako ideę, niż pojedynczą osobę w całej jej złożoności, dziwności i niezwykłości; bliskość jawi się jako groźna i zagrażająca wolności jednostki. Naturalne w tej sytuacji było szukanie kompensacji: związek z kilka lat starszą Yoko nieraz był przez dziennikarzy opisywany jako próba znalezienia przez Johna zastępczej matki. Trudno jednak znając choćby podstawy astrologii wyobrazić sobie kobietę z czterema planetami w Wodniku, traktującą dorosłego mężczyznę jak wymagające niańczenia na rękach i wycierania umorusanej buzi dziecko. Yoko w momencie poznania Johna była kobietą po przejściach. Miała za sobą traumatyczne małżeństwo, które zakończyło się porwaniem przez byłego męża ich wspólnej córki, którą Yoko odnalazła dopiero po latach. W związku z Johnem odnalazła zrozumienie i pełną akceptację - dwie rzeczy, za którymi w gruncie rzeczy szaleją dorosłe Wodniki. Wbrew powszechnym przekonaniom uraniczne Wodniki, o ile nie blokuje ich mocna obsada Koziorożca, która akurat w tej kombinacji astrologicznej (Słońce w Wodniku i Merkury lub Wenus w Koziorożcu) działa hamująco w rozwoju, po zamknięciu pierwszego obiegu Saturna, kochają święty spokój. Jest to bowiem dla nich najczęściej towar deficytowy i bardzo pożądany, jako że wskutek rozmaitych rewolucyjnych przekonań na temat świata i robienia z własnego życia obszaru badań eksperymentalnych nad rzeczywistością większość ma za sobą już tyle kłopotów i tak zszarpany system nerwowy, że naprawdę lubi ciszę. W ciszy można przynajmniej spokojnie zaplanować swoją rewolucję. Wodnik jest znakiem zorientowanym mentalnie i przy zdrowej realizacji horoskopu oddaje się swoim ekscentrycznym zainteresowaniom, tajnym badaniom, intelektualnym poszukiwaniom, uranicznym projektom i niekończącym się dyskusjom z innymi dziwakami. Nudne Wodniki (bo i takie się zdarzają; jest to równie pożałowania godny widok, jak apatyczny Baran) szukają ekscytacji na zewnątrz, w łamaniu barier dla samego łamania barier, bo nie mogą znaleźć nic interesującego w swojej własnej głowie. John miał na koncie sukcesy, sławę i miliony, ale jego życie było w gruncie rzeczy potwornie nudne i nijakie. Nie umiał odnaleźć siebie na duchowej ścieżce, jak zrobił to George Harrison, solarna Ryba z mocną obsadą żywiołu wodnego (Słońce i Wenus w Rybach, do tego Księżyc w Skorpionie i Jowisz w Raku). Od wczesnej młodości John robił w kółko to samo: śpiewał, grał, koncertował, prowadził bujne życie towarzyskie, opędzał się od fanek. Nie miał partnera, kogoś, kto byłby mu równy we wszystkich aspektach, choć różny. Pierwsza żona, Cynthia, żyła w cieniu męża, a tę rolę drugiej osoby w życiu Johna pełnił zastępczo Paul McCartney, kolega z zespołu. Jednak John pragnął czegoś więcej i znalazł Yoko, która stała się jego drzwiami nowego życia. Mało kto to rozumiał. W oczach świata i według światowych miar "życiowego sukcesu" jego związek z Yoko zwichnął mu karierę. Mógł przecież nagrywać kolejne złote płyty z The Beatles, a nie protestować z Yoko przeciwko wojnie, potem szaleć z May Pang, broniąc się rękami i nogami przed dorosłością, aby w końcu zaszyć się wraz z Yoko z dala od światowego zgiełku i cieszyć się życiem rodzinnym, którego nigdy wcześniej nie zaznał. Nie każdy rozumie, że są w życiu sprawy ważniejsze niż pieniądze, szczególnie gdy idzie o miliony funtów... Także poklask tłumów jest nic nie warty, gdy nie ma się ludziom do powiedzenia nic ważnego o świecie, gdy nie wykorzystuje się sławy do zmiany ludzkości na lepsze i gdy sława odbiera człowiekowi to co najważniejsze: wolność bycia sobą. Każdy ma w sobie muzykę duszy. Aby jednak mogła w pełni rozbrzmieć, potrzebne są bodźce z zewnątrz. Większość ludzi jest bowiem tak skonstruowana, że aby ją z głębi siebie wydobyć, potrzebuje, aby coś im się przydarzyło: szczególna okoliczność lub inny człowiek. Nawet jeśli ktoś zna i rozumie nuty muzyki swojej duszy, to nie wie, jak powinny brzmieć, jak trzeba je zagrać. Najczęściej same okoliczności nie wystarczają, gdyż wydarzenia trwają za krótko. Ludzie przydarzają się nam na dłużej i dlatego to oni wyzwalają w nas prawdziwą muzykę duszy, w całej jej sile i pięknie. Bo inaczej - co z tego, że ktoś nosi w sobie Sonatę Księżycową Beethovena, skoro uparcie gra ją zębami na grzebieniu? |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
* Moje strony i blogi
Bazy astrologiczne
Ciekawe fora
Galerie Tarota
Ulubione blogi
Ulubione strony
Tagi
|